Bardzo długi czas
Szłam prosto przed siebie nie mając mapy.
Tak jakby każdy kolejny dzień
Był tylko kolejną kartką w książce,
Której nie chciałam otwierać nigdy więcej.
Słońce codziennie wschodziło na nowo,
Ale dla mnie nie było w tym żadnego cudu.
Świat wokoło mnie oddychał jak zawsze,
Tylko gdzieś po drodze
Ja zapomniałam, że mam oddychać razem z nim.
A później zjawiłeś się Ty.
Nie z dużym hukiem.
Nie jak groźna burza, która powala drzewa.
Przyszedłeś całkiem cicho.
Jak światło słońca wpadające przez rolety,
Do pokoju, gdzie dawno nie było żadnego światła.
I tak nagle
Zwyczajne dni zaczęły nabierać znaczenia.
Poranki stały się mniejszym ciężarem.
Wieczory przestały być zupełną pustką.
Znowu zaczęłam zatrzymywać wzrok na niebie,
Uśmiechać się bez wyraźnego powodu
I po prostu czekać na jutro.
Ale nie jak na coś, co jest obowiązkiem.
Lecz jak na coś, co daje mi nadzieję.
Pokazałeś mi, że życie nie musi być głośne,
Żeby mogło być piękne.
Że czasem wystarcza czyjaś dłoń,
Czyjś śmiech w środku dnia,
Czyjeś ,,jestem obok", gdy cały świat krzyczy:
,,Nie ma już to sensu".
Nie ratowałeś mnie tak,
Jak ratuje się tonącego.
Ty po prostu przypomniałeś mi,
Że mam powód by dopłynąć do brzegu.
A dziś?
Dziś patrzę w lustro
I znów widzę człowieka, który chce poznawać świat.
Nie dlatego, bo stał się on łatwy.
Ale dlatego, że w trudzie życia,
Udało mi się odnaleźć coś pięknego.
Ciebie.
I może właśnie tak wygląda czysta miłość.
Nie jest obietnicą, że nie będzie bolało.
Jest cichym głosem, który mówi:
,,Zostań ze mną,
Jest jeszcze tyle piękna"