13 grudnia 2018

Wiersz ,,Wsłuchaj się"

Kolejna ciężka dobra powoli dobiega końca. 
Jasne słońce już dawno ułożyło się do snu. 
Księżyc przykrył je kołderką z gwiazd. 

Nalej sobie gorącej wody do wanny. 
Weź długą kąpiel. 
Zmyj ten cały brud z dzisiejszego dnia.  

Napij się herbaty z cytryną. 
Poczuj jej ciepło. 

Zgaś światło, które rozjaśnia pokój. 
Pokój pełen nieporządku. 

Połóż się wygodnie na łóżku. 
Zamknij powoli zmęczone oczy. 
Wsłuchaj się w ciszę. 
Panującą grobową ciszę. 

Wsłuchaj się w bicie swojego serca. 
Słyszysz jej?
Ono nadal tak radośnie bije. 
Ono nadal zawzięcie walczy. 
Ono nadal się nie poddaje. 
Ono przecież nie zniknie. 

Tym sercem jesteś przecież Ty. 
Wiem, że przeżyłaś ciężki dzień. 
Wiem, że to był męczący tydzień.
Wiem, że ten miesiąc był pełen rozczarowań. 
Wiem, że ten rok był słaby...

Ale...
Przecież za każdym razem i tak dajesz radę. 
Zrozum, że nikt ani nic Cię nie pokona. 
Tyle złego już przeszłaś w swoim życiu. 
Tyle łez wypłakałaś. 
Tyle dni spędziłaś na byciu nieobecną. 

Pamiętaj, że i tak dasz radę. 
Wiem, że masz nadal siłę.
Siłę potrzebną do walki. 
Wiem, że nie umiesz się poddać. 
Pamiętaj, że jesteś niezniszczalna. 
Musisz walczyć. 
Każdego dnia. 
O każdej godzinie. 




22 listopada 2018

Artystycznie o ,,głosie'' w głowie

Ten cholernie cichy głos, który siedzi w głowie. 
Inni ludzie o nim nie wiedzą. 
Ale ty jesteś świadomy, że on tam cały czas jest. 

Wypomina Ci wszystkie błędy. 

Krytykuje podjęte przez Ciebie decyzje. 
Nocą przypomina ci o wydarzeniach.
Wydarzeniach, które dawno powinny iść w niepamięć. 

Starasz się to ignorować. 
Poszerzasz swoje zainteresowania i pasje. 
Poznajesz cały czas nowych ludzi. 
Zwiedzasz kraj albo i cały świat.

Tłumaczysz sobie, że to tylko twój mózg. 
Że to przecież przejdzie samo. 

Uciekasz od tego, jak najdalej się da. 
Ale w końcu coś w Tobie pęka. 

Cały świat rozbija się na małe kawałki. 
Przypomina teraz lustro, które zleciało ze ściany. 
Wszystko traci swoje barwy. 
Świat maluje teraz jedynie czerń i biel. 
Wplątujesz się w tornado swoich emocji. 
Pochłania Cię monotonia i ciągły stres. 

Odcinasz wszystko i wszystkich od siebie. 
Budujesz niewidzialny mur. 
Mur, którego nikt nie jest w stanie przebić. 

Zamykasz się w klatce i wyrzucasz do niej kluczyk.
Nie chcesz aby ktokolwiek ją otworzył. 

Stajesz się obojętny na wszystkie błędy.
Obojętny na wszystkie problemy.
Obojętny na wszelkie emocje. 
Przecież i tak wszystko się zepsuje...

Twoim jedynym ratunkiem staje się alkohol i leki. 
Często nawet samookaleczanie się...

Masz coraz więcej myśli o samobójstwie. 
A zarazem coraz mniej powodów by dalej walczyć. 

Rodzina uważa Cię za dziwaka. 
Przyjaciele myślą, że zwariowałeś. 
Psycholog tylko udaje, że chce Ci pomóc. 

A to wszystko przez ten głos w głowie. 
On teraz Tobą steruje. 
Ty jesteś tylko jego niewolnikiem. 
A on?
On jest Twoim panem. 
Panem, który Cię niszczy. 
Panem, od którego nie uciekniesz. 
Panem, który Cię w końcu zabije...


20 listopada 2018

List do rodziców (artystycznie)

Kochani rodzice! 
Wiem doskonale, że czasem mam dni, kiedy nic mi się nie chce. 
Wtedy nie chce mi się pomagać, nawet w najprostszych czynnościach. 
Wiem, że są dni kiedy nie mam humoru i praktycznie w ogóle się nie odzywam. 
Staram się naprawdę dobrze uczyć, chociaż nie jest łatwo, gdy chodzę do klasy, gdzie czuje się odrzucona. 
Mimo to chce osiągać jak najlepsze wyniki w nauce, żebyście byli ze mnie dumnie. 
Często trudno mi jest pogodzić szkołę i pracę, gdzie ledwo powstrzymuje łzy przez każde czepianie się szefa o nic. 
Ale chcę nauczyć się zawodu, żeby znaleźć dobrą pracę i w końcu wam we wszystkim pomóc. 
Nie lubię patrzeć, gdy tata przychodzi zmęczony, bo wiem, że ciężko pracuje, żebym nam niczego nigdy nie zabrakło. 
Nie lubię kiedy mama po raz kolejny jedzie do szpitala, bo wiem, że ona nie chce żebyśmy na to patrzyli. 
Jednak i wtedy staram się odrobić lekcje, zająć się siostrą i pilnować, żeby nikt w te dni nie było głodny. 
Chciałabym, żebyście mogli wreszcie od tego odpocząć. 
Chciałabym móc robić za was wszystko. 
Wiem, że byłoby mi pewnie trudno. 
Ale wiem również, że należy wam się odpoczynek za to wszystko, co dla nas zrobiliście. 
Nigdy mi niczego nie brakowało. 
Miałam wspaniały dom. 
Miałam zawsze lodówkę pełną jedzenia. 
Przede wszystkim miałam miłość, której nigdzie indziej bym nie dostała. 
Czasami dostawałam szlaban albo i nawet lekkiego klapsa w tyłek. 
Ale wiem doskonale, że to wszystko nauczyło mnie szacunku i odpowiedniej dyscypliny, które już wiele razy mi pomogła w życiu, i na pewno nieraz pomoże. 
Nie mogłabym sobie wyobrazić lepszych rodziców niż Wy.
Jesteś, jak tacy superbohaterowie. 
Nie pozwalacie, aby upadł mój świat. 
I przede wszystkim dajecie mi szczęście, nawet w tych najgorszych chwilach. 

29 października 2018

O duchu walki w formie artystycznej

Każdego kolejnego dnia jest coraz gorzej. 
Płacz co noc w poduszkę. 
Głuchy krzyk o pomoc. 
Teatralnie idealny uśmiech. 
Perfekcyjne udawanie?
Cóż..
Najwyraźniej tak. 

Codziennie gaśnie kolejna nadzieja. 
Pragnę się w końcu poddać. 
Pragnę odejść z tego cholernego świata. 
Nie chcę już nic czuć. 
Chcę być wolna. 
Nie chce słuchać tych wszystkich słów. 
Nie chcę mieć złamanego serca. 

Chodzę bardzo nieostrożnie. 
Modlę się, aby w końcu potrącił mnie samochód. 
Często mam ochotę po prostu wyjść. 
Wyjść i już nie wrócić. 
Wszystko się rozpada, jak domek z kart. 

Dom staje się dla mnie zupełnie obcym miejscem. 
Wracam tutaj dopiero późnym wieczorem. 
Nocą wszystkie błędy przypominają o swojej obecności. 
Szkoła staje się jedną z najgorszych tortur. 

Odsuwam od siebie wszystkich. 
Znowu zamykam się w sobie. 
A przecież to wszystko jest niby takie proste...

Jedno precyzyjne przecięcie tętnicy w ręce. 
Odpowiednia dawka leków, popita alkoholem.
Dokładnie zawiązany sznur na grubej gałęzi, gdzie nikogo nie ma. 
Wskoczenie pod pociąg. 
I jest po wszystkim...
Jest tyle wyjść...

Ale jednak coś na to nie pozwala. 

Zawsze pozostaje ta cichutka nadzieja. 
Nadzieja, której nie da się zgasić. 

Życie kopie mnie po dupie za każdym razem. 
W każdej możliwej chwili. 
Ja nie mogę pokazać, że mnie to niszczy. 

Po każdym upadku muszę wstać. 
Silniejsza. 
Samobójstwo jest szybkim wyjściem. 
Ale jednocześnie to tchórzostwo. 
To zwykła ucieczka. 
Życie nie jest idealne, to prawda. 
Ale dlaczego mam to wszystko zostawić?

Po nawet najgorszym huraganie, zawsze wyjdzie słońce. 
Słońce, które nie gaśnie. 
Nawet podczas najgorzej suszy, jest jedno malutkie ziarno, które się rozwinie. 
To jest właśnie duch walki. 
On zawsze będzie w sercu.
Będzie nawet jeżeli z serca zostanie tylko ziarenko wielkości maku. 

24 sierpnia 2018

Przemyślenia w formie artystycznej

Każdego cholernego dnia dzwoni budzik, więc z niechęcią wstajesz. 
Idziesz zjeść byle jakie śniadanie, popijając je kubkiem czarnej kawy. 
Kolejno myjesz zęby i czeszesz poczochrane włosy. 
Wkładasz swój najlepszy strój, aby wyglądać nienagannie. 
Odpalasz silnik starego samochodu. 
Jedziesz nudną drogą do znienawidzonej pracy. 
Wieczorem wracasz do domu. 
Zjadasz późną kolację, którą sam sobie przygotujesz. 
Skaczesz znudzony po kanałach telewizyjnych. 
Jak zwykle te same filmy i ciągnące się seriale...
Myjesz się, aby zmyć brud z całego dzisiejszego dnia. 
Idziesz spać do niewygodnego łóżka. 
I to samo każdego kolejnego dnia. 

W końcu coś w Tobie całkiem pęka. 

Otwierasz zmęczone oczy i od razu zalewa cię fala. 
Fala smutku oraz uczucia cholernej bezradności. 
Tracisz całkowicie swój apetyt, a Twoje śniadanie jest tylko kubkiem kawy. 
Stajesz przed lustrem i widzisz zmęczonego życiem człowieka. 
Nie przejmujesz się, co dzisiaj na siebie włożysz. 
Przecież to i tak nie da Ci szczęścia. 
Cały świat nagle trafi wszystkie kolory. 
Odnosisz wrażenie, że cały czas stoisz w miejscu. 

Płaczesz w puchatą poduszkę z myślą, że jesteś beznadziejny. 
Przestajesz całkowicie jeść.
Wszystkie kontakty z ludźmi się po prostu psują. 
Nie odbierasz żadnego telefonu. 
Nie odpisujesz na żadne sms'y.
Zamykasz się w sobie. 
Czujesz, że cały grunt ucieka Ci spod nóg. 

Wieczorem wychodzisz na spacery. 
Twoim jedynym towarzyszem jest jasny księżyc. 
A czasami nawet i on odchodzi...
Nie boisz się niczego. 
Dlaczego?
Bo wszystko jest Ci obojętne. 

Stojąc na wysokości, zastanawiasz się. 
A co by było gdybyś teraz skoczył?
Te myśli pojawiają się coraz częściej i częściej. 

Straciłeś już dosłownie wszystko.
Doskonale wiesz, że jest to tylko Twoja wina. 
Chcesz się w końcu poddać. 
Chcesz zostawić ten cały syf. 
Chcesz po prostu zniknąć. 

Nie obchodzi Cię już nic. 
Jesteś tylko jednym pyłkiem na całej Ziemie. 
Jesteś tylko zwykłą marionetką, którą steruje życie. 
Jesteś wrakiem człowieka. 
Wrakiem, który swój uśmiech stracił wieki temu. 

A przecież nikt tego nie zauważa...

Nikt nie zapyta się, co się z tobą dzieje. 
Każdy widzi tylko czubek własnego nosa. 
Nikt nie pomyśli, że Twój uśmiech jest udawany. 
A ty?
Ty masz ochotę się rozpłakać, jak małe dziecko. 


Nikt tego nie zauważy, dopóki nie złożą Cię w drewnianym pudełku.
Dopóki nie spoczniesz dwa metry pod ziemią. 
Wtedy będziesz kochany. 
Wtedy będziesz uwielbiany.
Wtedy zobaczą, że miałeś problemy i nikt Ci nie pomógł.
Ale...
Gdzie są wszyscy teraz, gdy jesteś bliski poddania się?