15 września 2026

List, który potrzebowałam napisać

 Droga, była przyjaciółko.

Chcę Ci dzisiaj powiedzieć coś, chociaż długo myślałam, że nie będę w stanie nigdy tego zrobić. 

Bardzo długo nosiłam w sobie naszą przeszłość. Wracałam do wspólnych rozmów, wspomnień i momentów, które kiedykolwiek wydarzyły się między nami. Szukałam w nich odpowiedzi, dlaczego i kiedy przestałyśmy być dla siebie aż tak bliskie. Szukałam najmniejszego momentu, gdy mogło coś się zmienić. Zastanawiałam  się, czy mogłam powiedzieć coś inaczej, może zrobić coś odwrotnie niż zrobiłam...

I chyba najbardziej bolało mnie to, że nie umiałam zaakceptować wersji bez odpowiedzi. Nie mogłam pogodzić się z tym, że stało sie tak a nie inaczej. 

Bo wiesz...

Byłaś kiedyś naprawdę ogromną częścią mojego życia. Byłaś osobą, której mówiłam rzeczy, o których inny nie wiedzieli. Byłyśmy razem w chwilach, które po dzień dzisiejszy wywołują chociaż delikatny uśmiech. Znałaś mnie z najgorszych czasów. Znałaś wersję, do której już nigdy nie chciałabym wrócić. 

Dlatego chyba tak trudno było mi się pogodzić, że nasze drogi się rozeszły. 

Długo miałam wrażenie i poczucie, że razem z tobą, straciłam część siebie. Próbowałam poukładać sobie wszystko w głowie- to, co się wydarzyło i jednocześnie to, co mogłoby jeszcze być. Myślałam, jak mogłoby wyglądać nasze życie, gdybyśmy dalej były blisko. Gdybyśmy może bardziej się postarały. Gdybyśmy pewne rzeczy sobie wyjaśniły wcześniej. 

Ale dzisiaj już nie chce żyć tymi ,,gdyby". 

Nie piszę tego listu, aby Cię za coś obwinić. Nie chcę, żebyś miała poczucie, że musisz coś naprawić czy wyjaśnić na siłę.  Nie chcę nawet odpowiedzi. 

Piszę, bo chyba po raz pierwszy umiem spojrzeć na nas, ale nie cofając już czasu. Byłyśmy dla siebie ważne- to prawda. 

I mimo, że później wydarzyły się rzeczy, które bolały, nie chce by one przekreśliły też to, co było dobre. Nie chcę pamiętać do końca tylko tego złego. Chcę pamiętać także wspólny śmiech, długie rozmowy, plany i te wszystkie małe momenty. Dziękuj Ci za to, że kiedyś byłaś w moim życiu.

Ale chcę Ci dzisiaj powiedzieć, że już nie czekam.

Nie czekam na wiadomość. Nie czekam na twój powrót. Nie zastanawiam się już każdego dnia, czy nasza relacja mogłaby wyglądać tak, jak wcześniej. Zrozumiałam, że niektóre relacje muszą się zakończyć. Że czasem ludzie idą w inne strony, chociaż zakładali inaczej. 

I chcę to w końcu zaakceptować. 

Nie wiem czy jeszcze kiedyś nasze drogi się spotkają. Może tak, może nie. Ale jeżeli Cię spotkam, mam nadzieję, że będę umiała spojrzeć na Ciebie bez bólu. Po prostu pomyślę: ,,To była ważna osoba w moim życiu".

Ale bez gniewu.

Bez żalu.

Bez pytań, dlaczego już nie jest. 

Chcę żebyś została w mojej przeszłości. A siebie chcę zabrać w końcu z miejsca, w którym za długo tkwiłam, czekając na coś, czego nie ma. 

Dlaczego chcę Cię puścić. I dzisiaj pierwszy raz czuję, że mogę to zrobić.

I chyba jest to moje pożegnanie. Może nie z tobą, jako człowiekiem. Ale z tym, co było kiedyś pomiędzy nami. 

Dziękuję za wszystko, co przyniosłaś dobrego. Przepraszam za to, co bolało. 

I wiedz, że życzę Ci naprawdę dobrze. Ale teraz pozwalam sobie iść dalej w podróż, nie oglądając się już za siebie. 

14 września 2026

Wiersz ,,Kiedy Ciebie nie ma"

 Kiedy nie mam już Ciebie obok, 

noc nie potrafi zapaść w sen. 

Leży uparcie obok mnie 

i oddycha Twoim imieniem.

A wiem, że nie wrócisz już dziś do mnie.


Patrzę tępo w sufit, licząc wszystkie chwile,

gdy mogłam powiedzieć ,,zostań".

Ale zawsze brakło odwagi.

A teraz?

Teraz zostały mi tylko słowa, których nigdy nie usłyszysz. 


Tęsknota ma zawsze Twój głos.

Przychodzi ona po cichu, 

siada na krańcu łóżka

i niewdzięcznie pyta, czy jeszcze o mnie pamiętasz.


A ja nie odpowiadam...

Boje się.

Boje się, że odpowiedź zabierze mi ostatnią nadzieję.


Często zamykam oczy, udając, że jesteś obok.

Że wciąż mogę oprzeć głowę na Twoim ramieniu. 

Że wciąż mogę poczuć ciepło Twoich dłonic. 

Przez kilka sekund nie boję się jutra...


A potem otwieram oczy i znów jest pusto.


Został mi jedynie zapach wspomnień.

I serce, które wciąż uparcie do ciebie bije,

chociaż już dawno nie powinno na ciebie czekać.


Nie wiem co jest najgorsze.

To, że boję się Ciebie stracić,

czy to, kim będę bez Ciebie. 


Jeżeli kiedyś przejdziesz obok mnie,

i zobaczysz w mych oczach jedynie ciszę,

nie pytaj mnie, co się stało. 

Bo może to wtedy będę próbować pogodzić się z tym,

że ludzi nie traci się w ciągu sekundy.

Traci się ich zawsze po trochu.


W każdej nieodpisanej wiadomości. 

W każdym ,,dobranoc", które przestało istnieć.

W każdym miejscu, które od dawna stało się puste.


A ja?

Ja wciąż tam jestem. 


Wciąż żyję w nocy, gdy ostatni raz uwierzyłam,

że zostaniesz na zawsze. 

13 września 2026

Wiersz ,,Zostań, zanim zgaśnie noc"

 Zostań ze mną jeszcze chwilę,

Niech ta noc nie przemawia za nas.

Kiedy milkniesz, każda ściana jest zbyt blisko

a cisza zna lepiej moje imię, niż ja sama.


Są takie noce, gdy oddech nie chce zasnąć. 

Krąży on wciąż po pokoju, jak zagubione światło.

Szuka miejsca, gdzie jesteś Ty. 


Pamiętam Twój głos, bardziej niż własne myśli.

Pamiętam ciepło dłoni, które uciszało burze we mnie. 

A kiedy Ciebie nie ma- czas zaczyna płynąć inaczej.

Minuty rozciągają się niczym cienie,

a serce choć nadal bije- nie wie dokąd ma iść. 


Jeżeli kiedyś dostrzeżesz, że tonę w myślach,

nie pytaj głupio czego się boję.

Po prostu zostań ze mną. 


Usiądź obok mnie,

nie musisz mówić nic. 

Niech nasze oddechy przypomną mi,

że nie każda noc musi być samotna. 


Może my właśnie tym jesteśmy- dwoma światami,

które drżą w jednym oknie. 

Które mimo mroku wokoło,

ciągle chcą siebie znaleźć.


I jeżeli zacznę spadać,

nie łap mnie bym nie upadła.

Bądź po prostu na dole, 

bym wiedziała, że mam do kogo wrócić. 


12 września 2026

Wiersz ,,Kiedy kończy się dzień"

 Za dnia mam siłę by jeszcze udawać, 

że w moim życiu wszystko ma jakiś sens.

Uśmiecham się do bliskich.

Rozmawiam z nimi, żartuję.

Robię nadal rzeczy, które kiedyś znaczyły dużo.


Nikt nie widzi ile ton ciszy noszę pod skórą.


Mam wokół siebie pełno ludzi.

Mam piękne wspomnienia. 

Mam miejsca, do których mogę wrócić. 

Jednak każdego wieczoru wracam i tak do Ciebie.


A wtedy ten cały świat robi się za duży. 

Cały dom nagle milknie. 


Bo najtrudniej nie jest w ciągu dnia.  

Dzień potrafi strasznie mnie okłamać. 

Daje mi swoje światło, zajęcie. 

Daje mi czyjeś słowa czy chwile zapomnienia. 


Najgorszy jest zawsze wieczór...


Kiedy słońce chowa się za horyzontem.

Razem z nim, znika wszystko co pozwala nie myśleć. 


Wtedy zostaję sama ze swoim sercem i pytaniem.

Pytaniem czy można tęsknić za kimś tak bardzo,

że tęsknota staje się niczym dom. 

Czasem patrzę w niebo i myślę, czy też widzisz te gwiazdy. 

Czy zdarza Ci się czasem o mnie pomyśleć. 

Czy jest we mnie nadal coś, co znajdziesz wśród innych twarzy. 


Bo ja wciąż Cię pamiętam...

Twój głos.

Twoje spojrzenie.

Te drobne chwile, które wtedy były niczym,

a dzisiaj są dla mnie wszystkim.


Chciałabym umieć żyć bez Ciebie.

Nauczyć się uśmiechać bez poczucia winy.

Cieszyć się, nie oglądając się za siebie. 

Zasypiać bez złudnej nadziei, że rano będzie lepiej. 


Ale serce nie rozumiem porzuceń,

tak szybko jak rozum.

Ono potrzebuje dużo czasu. 


Jeszcze jakiś czas będę Cię nosiła w sobie.

Niczym światło dnia, które staje się coraz słabsze,

ale wciąż jest gdzieś obecne. 


Może przyjdzie wieczór, gdy pierwszy raz spojrzę w niebo

i po raz pierwszy nie poczuję bólu.

Może wtedy dotrze do mnie, że nie każda miłość musi trwać,

by dostać miano prawdziwej.


Niektóre miłości przychodzą by nas zmienić.

By nauczyć nas kochać,

Ufać,

Wybaczać,

A później tracić. 

Ale przede wszystkim by nauczyć żyć. 


Jeżeli kiedyś mnie wspomnisz,

Nie pamiętaj tylko mojego smutku.

Zapamiętaj mnie taką, jaką byłam przy Tobie:

z sercem przepełnionym nadzieją,

z oczami skierowanymi w przyszłość,

z wiarą, że po największej burzy przychodzi słońce.


A gdy noc przestanie być moim więzieniem,

ja pomyślę o Tobie, ale już bez żalu.

Popatrzę z wdzięcznością. 

Bo choć Cię straciłam,

Zrozumiałam, jak bardzo można kogoś kochać. 


Dlatego pewnego dnia nauczę się żyć na nowo. 

Nie zapominając o Tobie,

Ale już po prostu bez bólu. 

11 września 2026

Wiersz ,,Nie chce Cię stracić"

 Nie wiem, kiedy dokładnie stałeś się częścią moich myśli.

Kiedy twój głos zamieszkał w mojej głowie. 

Może wtedy, gdy nasze spojrzenia po raz pierwszy się spotkały?

A może dużo wcześniej, jeszcze zanim zdążyłam to zrozumieć?


Pamiętam dzień, gdy nasze drogi się przecięły. 

Ten zwykły dzień nagle nabrał barw. 

Wtedy nie sądziłam, że jeden  człowiek może tak wejść do serca

I zostać w nim na dobre. 


Pół roku- niby tak niewiele

A ja mam wrażenie jakbyśmy znali się od dawna. 

Jakbym gdzieś w tłumie ludzi- szukała właśnie ciebie, 

chociaż nie zdawałam sobie sprawy, że cię szukam. 


Byłam w życiu zagubiona.

Niczym rozbitek, który dawno stracił wiarę w brzeg.

Dryfowałam między swoimi myślami i lękami.

Nie wiedziałam dokąd mam płynąć dalej.

Nie wiedziałam czy mogę komuś jeszcze zaufać. 


A potem zjawiłeś się Ty.

Nie uratowałeś mnie wielkimi słowami. 

Wcale nie musiałeś. 

Wystarczyło mi to, że byłeś obok wśród tych fal. 


Stałeś się dla mnie, jak światło latarni,

którego potrzebowałam, gdy robiło się wokół zbyt ciemno.

Byłeś ciepłem w środku najzimniejszej zimy. 

Spokojem, którego tak długo szukałam. 


I właśnie dlatego boję się o nas bardzo. 


Boje się, że nastanie dzień, gdy nie będziesz szukać moich dłoni.

Boje się, że któregoś dnia twój głos po drugiej stronie ucichnie. 

Że zostaną mi tylko bolące wspomnienia i pytania. 

Ciągłe pytania dlaczego los mi ciebie dał a później zabrał. 


Bo prawda jest taka, że nie chce Cię stracić. 


Nie chce świata, w którym nie ma twojego uśmiechu.

Świata, w którym brakuje twojego spojrzenia czy obecności. 

Nie chce znów udawać, że nie boli mnie samotność. 

Teraz wiem, jak to jest mieć przy sobie kogoś,

Kto spowodował, że serce w końcu przestało się bać. 


Nie obiecuję Ci, że zawsze będę mieć siłę. 

Będę miała wiele gorszych dni. 

Czasem zabraknie mi słów. 

Czasem wystraszę się swoich uczuć. 

Ale chce być zawsze przy Tobie. 


Chce być, gdy będzie dobrze.

Ale również, gdy będzie źle. 

Wtedy, gdy świat będzie po naszej stronie

I wtedy, gdy stanie przeciwko nam cały świat. 


Chce znać Twoje milczenie i rozumieć spojrzenie. 

Chcę być osobą, do której idziesz, gdy chcesz ciszy.

Gdy potrzebujesz bliskości i czyjejś obecności. 


Nie wiem co przyniesie nam jutro.

Wiem, że odkąd jesteś- jutro ma dla mnie inne znaczenie. 

I gdybym mogła powiedzieć Ci jedną rzecz,

Powiedziałabym po prostu ,,zostań".


Nie dlatego, że nie umiem żyć bez Ciebie.

Umiem.

Ale nie chce innego życia niż to, w którym jesteś. 


Wśród tylu ludzi, to ty stałeś się moim spokojnym brzegiem.

Jeżeli życie znowu rozpęta najgorszą burzę,

nie obiecuję, że się nie wystraszę.

Obiecuję, że nie puszczę wtedy twojej dłoni. 


Nie chce Ciebie tylko spotkać. 

Chcę ciebie zatrzymać w swoim życiu. 

10 września 2026

Wiersz ,,Nie zapomnij"

 Powiedz mi kochanie,

Czy Twoje milczenie również ma ciężar?

Czy tylko moje ugina codziennie mi kolana?


Noszą tuż obok żeber niewypowiedziane słowa

I jedną dużą burzę, której nie umiem wypuścić. 


Każdy mi mówi, że czas leczy rany.

A ja od kilku lat patrzę na zegar,

I widzę tylko kolejne, mijające godziny.

To one nauczyły mnie lepiej ukrywać ból. 


Mam oddzielną twarz dla ludzi.

Inny uśmiech dla moich przyjaciół. 

Żart, który powiem, gdy cisza będzie zbyt ciężka. 

Jestem jak komik na scenie, 

Z której nie pozwalają mu zejść. 


A kiedy nocą gasną światła,

Zostaję całkiem sama z cieniem,

Który jest większy ode mnie. 


Czasem chciałabym móc zdjąć z siebie wszystko.

Wszystkie bolesne imiona,

Cudze oczekiwania. 

Wszystkie teksty wypowiedziane przez innych:

,,Musisz"

,,Powinnaś"

,,Nie możesz"


Chciałabym przez chwilę być po prostu...

NIKIM. 


Nie chcę zniknąć,

Chcę usłyszeć kim jestem,

Gdy nikt ode mnie nic nie potrzebuje. 


Mam duże blizny, niewidoczne dla oka. 

Niektóre są już bardzo stare,

Inne dopiero uczą się, jak być częścią mnie. 


I chyba najbardziej nie boję się bólu,

Boję się zapomnienia. 

Że któregoś dnia przejdziesz obok obojętnie

I nawet przez chwilę nie przypomnisz sobie mojego głosu.


Dlatego chcę dzisiaj siebie zapisać:

W moich słowach,

W nocach pozbawionych snów,

W każdym wersie, który po sobie zostawię. 


Jeżeli kiedyś mnie zabraknie,

Nie będę już mieszkać nawet w czyjeś pamięci,

Niech zostanie po mnie to,

Co chciałam powiedzieć. 


Nawet najbardziej cicha osoba,

Często krzyczy całym sercem. 

Czasem największym marzeniem nie jest blask,

ale to, żeby ktoś spojrzał i powiedział: 

,,Widzę Cię. Jestem tu".

09 września 2026

Wiersz ,,w środku sztormu"

 Dlaczego ty wciąż siedzisz w mojej głowie, 

zwłaszcza, gdy noc przykrywa wszystko swym cieniem?

Twoje imię wciąż krąży po całej mojej głowie,

a serce wciąż na to odpowiada nieustannym pragnieniem. 


Pół roku temu nasze drogi zetknęły się ze sobą,

chociaż czasem myślę, że to było i tak zbyt późno. 

Może los naprawdę chciał byśmy się odnaleźli, 

chociaż kosztowało nas to dużo. 


Odkąd jesteś w moim życiu, coś we mnie się zmieniło.

Tak jakby po burzy nagle ucichł wiatr. 

To, co najbardziej bolało, powoli zaczyna iść ku końcowi

a samotność przestaje mieć w końcu wyraźny kształt. 


Byłam rozbitkiem pośród morskich, wzburzonych fal. 

Bez mapy, brzegu czy światła latarni w oddali. 

A ty mnie tam i tak odnalazłeś jako jedyny. 

Inni patrzyli w moim kierunku- ale udawali, że mnie nie widzą. 


Jesteś dla mnie jak ogień w najzimniejszą noc.

Jesteś jak ciepły dom, gdy świat wokół tonie w śniegu.

Jesteś moją cichą pewnością, że mam jeszcze moc,

by odnaleźć swój spokojny brzeg. 


Nie wiem dokąd zaprowadzi nas ta droga,

ale nie chcę uciekać przed tym, co dyktuje mi  serce. 

Bo czasem jedna osoba i jedna rozmowa z nią,

potrafi sprawić, że serce znowu chce żyć. 


Jeżeli kiedyś zwątpisz w moje słowa,

spójrz w moje oczy- one ci wszystko powiedzą. 

Nie obiecuję, że będzie nam łatwo

ale obiecuję, że zawsze będę obok. 


08 września 2026

Wiersz ,,Ciężar, którego nie widać"

Powiedz mi skarbie dzisiaj,

Ile waży naprawdę to, czego nie chcesz pokazać. 

Czy można wiecznie nosić na barkach całe niebo,

I ciągle udawać, że jest to tylko koc?


Schowałam dzisiaj do kieszeni swoją burzę,

Nie chce by ktokolwiek zobaczył, że z niej pada.

Pytali mnie, czy wszystko dobrze

A ja uśmiechałam się na tyle długo,

Że sama uwierzyłam, że to  prawda. 


Pokaż mi swoje miejsce, które boli.

Nie chce go na siłę naprawić.

Czasem wystarczy, że ktoś usiądzie obok,

Nie powie ani słowa,

Dopóki ta cisza nie przestanie być ciężarem. 


Noszę codziennie na sobie zbroję.

Zbudowaną z kłamstw:

,,Nic mi nie jest"

,,Poradzę sobie sama"

,,Nie potrzebuję pomocy"

Każda kolejna warstwa coraz mnie przypomina ochronę,

A coraz bardziej przypomina więzienie. 


Nauczyłam się, jak mogę zniknąć

Nie wychodząc nawet z pokoju. 

Nauczyłam się siedzieć między ludźmi

A jednocześnie być od nich tak daleko. 

Nauczyłam się śmiać wtedy, gdy nawet coś boli.

Podobno o wiele łatwiej kochać kogoś,

Kto potrafi się śmiać,

Niż tego, kto potrzebuje pomocy.


A ciemną nocą wszystko znika.

Wszystkie maski spadają z hukiem na podłogę.

Zostaje tylko ja.

Ja i moje myśli, które nie chcą ucichnąć. 


Boje się, że przestanę w końcu być potrzebna.

Że moje imię wyblaknie jak tusz.

Dlatego dzisiaj marzę głośno-

o jasnych światłach,

o scenie,

o czymś wielkim.

O czymś, co pokaże mi, że jednak tu żyłam.


Ludzie ciągle patrzą ale nigdy nie widzą. 

Mówią za plecami o nas,

Ale nigdy nie pytają, co naprawdę jest pod skórą.


Jeżeli dzisiaj mnie spotkasz-

Nie pytaj mnie głupio, czy jestem silna.

Usiądź po prostu obok i posłuchaj...


Bo może pod tym całym hałasem,

Pod całą otoczką,

Jest ktoś, kto od dawna czeka na słowa:

,,Nie musisz ze wszystkim już być sama"

07 września 2026

List do bliskich

 Moi drodzy.

Nie wiem w sumie od czego mogłabym zacząć ten list. Chyba po prostu od tego, że jest mi bardzo przykro. 

Przepraszam was bardzo, za to jak się aktualnie zachowuje. Przepraszam za człowieka, nad którym depresja powoli przejmuje kontrolę. Za to, że was ranię, jednocześnie was bardzo kochając. Za to, że się ciągle od was odsuwam, zamykam w swoich czterech ścianach. Za to, że często przestaje odpowiadać, przestaję normalnie rozmawiać, a czasami  wręcz zachowuje się jakbyście byli dla mnie obcy.

Nie jesteście..

Ale boli mnie to, że moje zachowanie może wam to sugerować. 

Kiedy jest ze mną naprawdę bardzo źle, przestaję sama siebie rozumieć. Codziennie się budzę i od razu jestem zmęczona. Patrzę na was, na ludzi, których kocham i czuję, że jestem dla was ciężarem. Chciałabym normalnie porozmawiać, ale nie mam już na to siły. Chcę być obok was blisko, ale jednocześnie coraz bardziej mam ochotę uciec gdzieś daleko. Chciałabym, żeby ktoś mnie mocno przytulił, ale gdy ktokolwiek wyciąga do mnie dłoń, ja się odsuwam. 

I wiem, że dla was musi to być cholernie trudne. Możecie wręcz zastanawiac się, co wy zrobiliście źle. 

Chcę żebyście wiedzieli, że to nie jest i nigdy nie będzie wasza wina. 

Nie oddalam się, bo was nie kocham. Oddalam się, bo coraz mniej potrafię sama siebie znieść. I wtedy o wiele łatwiej jest mi uwierzyć, że wam wszystkim będzie lepiej, jeżeli po prosu zniknę z waszego życia. To jest naprawdę głupie, wiem o tym. Bo przecież zdaje sobie sprawę, że moje znikanie was też boli.

Wiem, że czekacie na jakąkolwiek wiadomość ode mnie. Wiem, że się martwicie. Wiem, że chcecie za wszelką cenę do mnie dotrzeć i nie rozumiecie dlaczego was próbuje odepchnąć, jeżeli nic złego mi nie zrobiliście. 

I was bardzo przepraszam...

Za każdą z takich chwil. Za każde ,,daj mi spokój" kiedy chciałam, żeby ktoś jednak został. Za każde mówienie, że nic mi nie jest, gdy rozpadałam się na kawałki. Za każdą wiadomość, która została bez odpowiedzi ode mnie. Za każde spotkanie, które odwołałam. Za każde słowo, które powiedziałam zbyt ostro. Za chwile, gdy moja własna złość i bezsilność uderzyły w was, chociaż nigdy nie byliście osobami, które na to zasługiwały. 

Nie chce tego usprawiedliwiać. Depresja jest wytłumaczeniem wielu rzeczy, ale wiem, że nie sprawi nagle, że wasz ból przestanie istnieć. I dlatego też chciałabym was przeprosić. 

Czasem boje się, że przyjdzie dzień, gdy będziecie mieć mnie dość. Że przestaniecie pytać i próbować. Że któregoś dnia stwierdzicie, że może faktycznie ja was nie potrzebuję skoro was tak odpycham. 

A ja was potrzebuję i to o wiele bardziej niż umiem powiedzieć. 

Potrzebuje mieć świadomość, że są ludzie, dla których jestem kimś więcej, niż własnym smutkiem, chorobą, gorszymi dniami czy rzeczami, których w sobie nienawidzę. 

Potrzebuję czuć, że ktoś jeszcze umie zobaczyć we mnie cokolwiek wartego kochania, gdy ja samą siebie nienawidzę.

Wiem, że to naprawdę dużo.

I nie chce was prosić o nieskończone pokłady cierpliwości. Nie chce, żebyście mieli poczucie, że musicie mnie ratować. Nie chce, żebyście przestali myśleć o sobie, bo ja nie umiem zadbać o samą  siebie. 

Chcę wam tylko pokazać co kryje się za moim milczeniem, chłodem, niechęcią do rozmów czy drzwiami, które nieraz przed wami zamykam. 

Po prostu jestem zmęczonym człowiekiem. Przestraszonym. Zagubionym. Takim, który nie wie jak poprosić o pomoc. 

Jeżeli więc dalej się od was odsunę, nie bierzcie tego od razu do siebie. Bo może wtedy ja nie będę umiała powiedzieć, że jest mi źle. Nie powiem, że was potrzebuję. Może wtedy będę umiała jedynie milczeć, ale pamiętajcie, że nawet to milczenie nie oznacza braku miłości do was.

Kocham was. 

Nawet wtedy, gdy sama nie umiem siebie kochać. Wtedy, gdy nie odpisuje na wiadomość. Wtedy, kiedy się złoszczę o byle głupotę. 

I boje się strasznie, że was w końcu stracę. 

Dziękuje, że byliście zawsze, nawet gdy ja nie umiałam tego przyjąć. Dziękuje za każdą próbę rozmowy ze mną, za każde pytanie czy gest, którego może nie skomentowałam, ale widziałam, że był.

Nie wiem ile jest jeszcze przede mną trudnych dni. Nie wiem ile razy będę musiała uczyć się siebie na nowo. Ale chce dalej próbować. 

Chce nauczyć się mówić, że jest mi źle, zamiast zamykać się w sobie. 

Chcę nauczyć się przyjmować miłość, zamiast ją od siebie odpychać. 

Chce nauczyć się was nie ranić, nawet wtedy, gdy sama czuje się zraniona. 

Nie obiecuję, że będzie mi łatwo ale obiecuję, że będę próbować. 

A jeżeli kiedyś zapomnę, że kogoś mam, przypomnijcie mi proszę, że nie muszę przez to wszystko przechodzić sama. 

Przepraszam za każdą chwile, gdy mój ból stał się waszym bólem. 

I dziękuje, że mimo to dalej jesteście. 

Nie wiem czy kiedykolwiek będę w stanie wam powiedzieć, ile to dla mnie znaczy. Ale próbuje. Właśnie tym listem to próbuję. 

Kocham Was. 

Naprawdę. 

06 września 2026

List ,,Nie powinnam"

 Nie wiem w sumie, po co to piszę. 

Jest koło drugiej w nocy a ja nie mogę już długo zasnąć. Chyba pierwszy raz od bardzo dawna nie mam już siły udawać, że wszystko jest okej. Że wszystko jest tak, jak było.

Jutro pewnie będę strasznie żałowałam, że to wysłałam. Pewnie przeczytam rano to po raz kolejny i pomyślę, że tym razem też mogłam po prostu milczeć. Mogłam siedzieć cicho tak, jak zawsze,

Ale o tej godzinie już nie potrafię.

Bo wiesz...

Ja chyba się w Tobie zakochałam i przeraża mnie to bardziej, niż mógłbyś sobie wyobrażać. Nie dlatego, że się tego w jakiś sposób wstydzę ale dlatego, że jesteś dla mnie zbyt ważny, żebym mogła Cię stracić. I chyba właśnie dlatego przez długi czas nic nie mówiłam. Wolałam cierpieć w samotności niż powiedzieć za dużo i zaryzykować tym, że stracimy kontakt.

A co jeżeli po tej wiadomości się wszystko zmieni? Co jeżeli przestaniesz do mnie pisać bez żadnego powodu. Co jeżeli nasze rozmowy nie będą więcej już takie same? Co jeżeli przy kolejnym spotkaniu będziesz dłużej analizował czy możesz mnie po prostu przytulić? Co jeżeli zaczniesz zważać na każde słowo? 

Boje się, że pewnego dnia staniesz się dla mnie zupełnie obcym człowiekiem. Bo już w tym momencie jesteś kimś więcej, niż powinieneś. 

Jesteś tą osobą do, której chce napisać, gdy wydarzy się coś w moim życiu. Pierwszą osobą, której chce powiedzieć o czymś dobrym, co mnie spotkało. Ale również pierwszą, której szukam kiedy jest mi naprawdę źle. 

I chyba właśnie wtedy zrozumiałam, że to nie jest już dla mnie zwykła przyjaźń. Zrozumiałam to, gdy z niecierpliwością zaczęłam czekać na Twoje wiadomości. Kiedy każde twoje ,,dobranoc" znaczyło dla mnie o wiele więcej, niż powinno. Kiedy zaczęłam czuć straszną zazdrość o ludzi, którzy mogą być blisko ciebie. 

I wiem, że to jest bardzo głupie, bo nigdy nie powinnam mieć prawa do zazdrości. Przecież jesteś wolny człowiekiem, ze swoim życiem. Masz swoje uczucia i swoje życiowe wybory. A ja nie chce być osobą, która w jakikolwiek sposób będzie próbowała Ci je odebrać. 

Nie chcę żebyś wybrał mnie, bo jest Ci mnie żal. Nie chce żebyś został i udawał, bo nie chcesz mnie zranić. Chcę tylko, żebyś wiedział, co dzieje się w moim sercu, kiedy mówię Ci, że nic mi nie jest. 

Bo prawda jest taka, że jest mi wtedy naprawdę bardzo źle. 

I zastanawiam się czasami dlaczego musiałeś być to właśnie Ty. Dlaczego Ty musiałeś się zjawić do mojego życia, jako osoba, bez której nie widzę mojej codzienności, a jednocześnie jako ktoś, kogo nie mogę pokochać tak, jak chce tego moje serce. 

Czasem mam ochotę powiedzieć Ci wprost, żebyś mnie zauważył. Nie jako przyjaciela. Nie jako człowieka, który zawsze odbierze od Ciebie telefon. Nie jako człowieka, który wysłucha Ciebie po największej kłótnie. 

Ale mnie. 

Człowieka, który siedzi późno w nocy i piszę do ciebie list, chociaż ręce mu się trzęsą aż trudno trzymać długopis. Człowieka, który już tyle razy chciał ci wprost powiedzieć, że cię kocha ale za każdym razem zamieniał te słowa w coś neutralnego, jak ,,Dbaj o siebie".

Boli mnie to, żę Ty nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak ważny dla mnie jesteś. Myślisz po prostu, że jesteś moim przyjacielem. Myślisz, że to normalne, że pamiętam o tobie każdą drobnostkę. Że pamiętam, jaką kawę najbardziej lubisz pić. Że pamiętam piosenki, które lubisz słuchać, gdy jest ci smutno. Że wiem czego się w życiu boisz ale jednocześnie wiem co sprawia, że jesteś uśmiechnięty. 

A ja pamiętam wszystko co ciebie dotyczy, bo jest to dla mnie aż tak ważne. Nawet te rzeczy, których ty już dawno nie pamiętasz. 

I wiem, że brzmi to strasznie. Może wręcz trochę obsesyjnie? Ale ja już inaczej nie umiem. Próbowałam się jakoś od Ciebie odsunąć. Naprawdę...

Mówiłam sobie, że potrzebuję nabrać dystansu. Że nie mogę być aż tak blisko. Że może jeżeli Cię długo nie zobaczę, to przestanie to aż tak boleć. Ale...wtedy tęskniłam jeszcze mocniej. 

Zrozumiałam wtedy, że problemem nie jest to, że jesteś blisko mnie. Problem jest w tym, że jesteś dokładnie tam, gdzie chciałabym żebyś zawsze był. W moim życiu.

Tylko po prostu nie w sposób, o jakim ciągle marzę. 

Nie wiem co będzie po tym liście. Może go olejesz i jutro napiszesz tak, jak zawsze? Może odpowiedz tylko, że nie wiesz co masz powiedzieć? Może powiesz, że potrzebujesz czasu na przemyślenie? A może po tym już nic nie będzie dla nas takie samo...

Ale jeżeli mam być z tobą szczera to wolę zaryzykować i powiedzieć prawdę, niż całe życie udawać, że nic nigdy nie poczułam. 

Bo ja Cię kocham. Naprawdę. Tak po prostu.

Nie wiem czy to mi kiedyś minie. Może tak.Może nauczę się po prostu żyć z tym uczuciem dalej. Może kiedyś znowu na Ciebie spojrzę i zobaczę w tobie tylko przyjaciela. Ale dzisiaj jeszcze tego nie umiem...

Dzisiaj wszyscy już śpią a ja siedzę z telefonem  w dłoni i próbuje powstrzymać łzy. W takim momencie chciałabym tylko jednego. Żebyś tutaj był. Żebyś mógł mnie przytulić. Żebyś nie musiał mówić nic. Żebyś przez chwilę pozwolił mi być słabą. 

Bo powoli mam dosyć udawania, że mnie to nie boli. I chyba tego właśnie potrzebowałam w tym najbardziej. Nie tego, żebyś też mnie pokochał. Nie tego, żebyś na drodze życia wybrał mnie. Tylko po prostu żebyś o tym wszystkim wiedział. 

Wiedział, że gdzieś obok Ciebie jest człowiek, który kocha Cię po cichu. Człowiek, który cieszy się każdym twoim szczęściem, nawet jeżeli oznacza to jego cierpienie. Człowiek, który nigdy nie chciałby Cię skrzywdzić, który nigdy nie chciałby Cię do siebie zmusić. 

Człowiek, który po prostu za bardzo Cię pokochał. 

Jeżeli po tym liście wszystko będzie wyglądało inaczej, pamiętaj tylko o jednym. Nie żałuję, że Ciebie pokochałam. Żałuję tylko, że nie mogłam cię pokochać w sposób inny, niż ten, który boli aż tak bardzo. 

Dobranoc.

I przepraszam, że dopiero teraz zdobyłam się na odwagę. Po raz pierwszy w życiu chyba, aż tak boję się jutra....