21 maja 2016

,,Uratuję Cię'' Julia&Jeongguk

Siedziałam znudzona w dużym i przestronnym salonie, oglądając jeden z głupich seriali, które tak kochała moja kuzyna. Na dworze świeciło mocne, jasne i przyjemne słońce, a temperatura wzrastała, aż do trzydziestu ośmiu stopni. Było przecież w końcu lato. Nie przepadałam za tak ciepłą pogodą, gdyż miałam potworne uczulenie na słońce i każde moje wyjście na dwór, kończyło się swędzeniem i bólem. Po pomieszczeniu nagle rozszedł się dzwonek mojej służbowej komórki, co oznaczało, że mamy kolejne zlecenie. Podniosłam się, aby sięgnąć po telefon, który leżał na stoliku, a następnie odebrałam od prywatnego numeru.
-Słucham?- Zapytałam dosyć znudzonym tonem głosu. Prawdę mówiąc przeważnie miałam taki głos, czyli właśnie wiecznie znudzony i sarkastyczny.
-Jest pilna sprawa- Usłyszałam po drugiej stronie dobrze znany mi męski głos- Kojarzysz taki koreański zespół, jakim jest Bangtan Boys?
-Kojarzę, a nawet dosyć często ich słucham- Odrzekłam, poprawiając jeden z kosmyków włosów, który idealnie spadł mi na twarz- A co?- Zapytałam, zaciekawiona tematem.
-Jeden z nich został porwany- Powiedział szybko Michał- I to na jednym ze swoich koncertów. Zresztą niedługo na pewno będzie o tym głośno w telewizji i całym internecie. Jeżeli już nie jest
-Który?- Zapytałam krótko, zastanawiając się, kto jest na tyle głupi, aby porywać kogoś sławnego
-Jeongguk- Odrzekł. Koło Michała najwyraźniej ktoś stał, bo słyszałam niewyraźne głosy i nastoletnie krzyki. Może jest gdzieś niedaleko sceny, gdzie krzyczą zmartwione fanki BTS?
-Jakieś ślady zostawione?- Wstałam z kanapy i podeszłam wolnym krokiem do jednego z okien, aby przez nie wyjrzeć. Pogoda niezbyt się poprawiła od ostatniego razu, gdy patrzyłam na mojego psa, który nadal wesoło biegał ze swoją piłką.
-Tak- Powiedział opanowanym głosem. Na chwilę ucichł, aby po kilku sekundach dodać kolejne zdanie- Przyjedź, jak najszybciej do naszej bazy. Będziemy tam wszyscy na Ciebie czekać
-Jaaaasne- Specjalnie przeciągnęłam słowo- Będę na miejscu za dziesięć minut- Po tych słowach rozłączyłam się. Szykowała się kolejna misja, za którą dostanę sporą sumę pieniędzy. To mi się bardzo podobało.
Bez słowa pobiegłam do swojego pokoju, który znajdował się na piętrze domu. Wzięłam potrzebne mi rzeczy, a dosłownie po chwili już szłam, a wręcz biegłam do podziemnego garażu po swoje ukochane auto.
-Co jest?- Zapytała Justyna, gdy wsiadałam za kierownicę samochodu. Nawet nie zauważyłam, kiedy zdążyła za mną przyjść. Czasami miałam wrażenie, że chodzić uczyła się od jednego z moich kotów
-Potem Ci powiem- Odrzekłam krótko i odpaliłam silnik- Teraz nie mam na to za dużo czasu- Musiałam przecież, jak najszybciej znaleźć się w naszej tajnej bazie, bo każda minuta była na wagę złota. I to dosłownie.
Kuzynka otworzyła drzwi od garażu, a ja wjechałam na podest, który po chwili zawiózł mnie na zewnątrz budynku. Z piskiem opon ruszyłam z ogromnej posesji, aby jak najszybciej znaleźć się na umówionym miejscu. Korki na drodze niestety mi to bardzo utrudniały, ale starałam się jak najpłynniej wyprzedzać wszystkie samochody, które powoli toczyły się do świateł. W końcu postanowiłam pojechać inną drogą, która niestety była o wiele dłuższa, ale jednocześnie szybsza i miałam sto procent pewności, że będzie na niej minimalny ruch.
Po prawie piętnastu minutach byłam już na miejscu. Wybiegłam wręcz z Bugatti Chirona, którego zostawiłam przed starymi garażami i po chwili stałam przed metalowymi drzwiami, wystukując nasze tajemne hasło. Po kilku sekundach usłyszałam odgłos przekręcanego zamku, a w drzwiach pojawiła się sylwetka Dominika. Bez słowa wpuścił mnie do środa, a ja skierowałam się do głównego pomieszczenia, gdzie mieliśmy między innymi: plazmowy telewizor, kanapy, barek z alkoholem i kilka innych, ale równie fajnych rzeczy. Byli już tam wszyscy, którzy mieli brać udział w kolejnej akcji ratunkowej.
-Więc...- Zaczęłam mówić, jednocześnie strzelając dwoma palcami, które wydały charakterystyczny dźwięk- Co mamy?
-Na koncercie w Korei został uprowadzony Jeonguuk. Reszta członków została poraniona i niestety ochroniarzom nie udało się odbić młodego Maknae z rąk porywaczy. Został przewieziony właśnie, aż do Polski, ale niestety nie wiem gdzie dokładniej jest. Na szczęście porywacz zostawił list, którzy przekazał nam Namjoon, gdyż jesteśmy najbliższą ekipą, która może uratować chłopaka- Wyjaśnił dokładnie Michał, biorąc łyk z kubka, który trzymał w ręce- Aż dziwne, że nie zatrzymali ich na granicy. Przecież mieli model auta i numery tablic.
-Rozumiem- Zamyśliłam się na dłuższą chwilę, wyobrażając sobie dokładnie każdy szczegół z przedstawionej sytuacji
-Więc jaka jest twoja decyzja?- Zapytał Piotrek, wstając z miękkiej kanapy
-Jak to jaka?- Byłam zdziwiona pytaniem- Ratujemy go i to natychmiastowo. Mamy pozwolenie z samej góry?- Spojrzałam na jednego z bliźniaków, który stał przy półce z filmami
-Mamy od kilku minut- Powiedział Jacek, delikatnie się do mnie uśmiechając
-Jakieś szczegóły?- Spytałam. Każdy nawet najmniejszy szczegół był dla nas ważny i mógł być kluczową informacją w sprawie
-Porywacze podobno jechali czarnym Mitsubishi, z opisu wynika, że to pewnie było Evo. Reszta z nich wsiadła do autokaru. Był ich około dwunastu no i każdy miał kominiarkę i jakąś broń przy sobie. Szczególnym znakiem był tatuaż smoka na ramieniu jednego z nich. Na aucie mieli naklejkę z mieczami i gwiazdami- Powiedział Dominik, który dopiero do nas dołączył. Najwyraźniej gdzieś jeździł.
-Cholera- Powiedziałam cicho pod nosem, a moje serce nagle przyśpieszyło swój rytm- Smok? Mitsubishi? Naklejki z mieczami? Och no tak! Przecież to na sto procent John ze swoimi ludźmi! Tylko jakim cudem oni się aż tam dostali?- W salonie zapanowała nagle niezręczna cisza. Nikt najwyraźniej nie wiedział, co odpowiedzieć.
-Co teraz robimy?- Ciszę przerwał głos Michała. Wszyscy na niego automatycznie spojrzeli, a następnie przenieśli wzrok na mnie
-Jedziemy natychmiast go ratować- Zarządziłam- Znam ich na tyle dobrze, że wiem o tym, że nie boją się nikogo zabić. Jeśli nie dostaną tego czego chcą, to są małe szanse na to, że BTS wystąpi w pełnym składzie- Powiedziałam. Kiedyś mieliśmy podobną akcję i niestety porwana przez nich osoba zmarła w szpitalu przez głupotę ludzi, którzy nie pozwolili nam swobodnie pracować- Musimy byc naprawdę ostrożni i zrobić to po prostu po cichu. Jest ich dwunastu, a nas niestety tylko dziesięcioro. Michał zrobisz za naszego informatora. Dowiesz się czy nadal są w swojej starej siedzibie i mniej więcej powiesz, gdzie mogą stać, żeby pilnować bazy. Piotrek weźmiesz karabin snajperski i pozdejmujesz widocznych ludzi. Ja biorę pistolet i karabin. Zajmuje się bezpośrednio odbiciem Jeonguuk'a z ich rąk. Reszta niech weźmie jakieś bronie i waszym zadaniem będzie sprawdzić cały budynek, czy czasem jeszcze nikogo nie ma. Ja postaram się wejść przez szyb wentylacyjny. Rozumiecie?
-Tak!- Krzyknęli równo. Echo ich głosów rozeszło się po całym garażu.
-To do dzieła- Uśmiechnęłam się i machnęłam ręką, abyśmy już ruszali.
Założyliśmy odpowiednie ubrania, kominiarki, hełmy i najlepsze kamizelki kuloodporne. Wzięliśmy bronie a następnie wybiegliśmy do garażu, gdzie wsiedliśmy do pancernych terenowych aut. Nasz najważniejszy cel? Odbić młodego członka Bangtan Boys, nie narażając go na niepotrzebne niebezpieczeństwo. Nie mogłam pozwolić, aby stała mu się jakakolwiek krzywda. Byłam odpowiedziałam za powodzenie misji, jej wykonanie i nawet najgorszy skutek. Jeśli coś zawalę, to reszta planu również runie.
*Siedziba John'a*
Chwilę po tym, jak Piotrek zdjął dwóch wrogów, stojących przy frontowych drzwiach, mogliśmy spokojnie przejść, upewniając się, że nie ma w pobliżu żadnych kamer. Aleks podsadził mnie sprawnie przy wentylacji, abym mogłam wejść po cichu do środka. Reszta porozdzielała się i weszła równie cicho przez główne drzwi. Ciągle mieliśmy krótkofalówki, aby siebie wzajemnie informować. 
Znalazłam się tuż nad dużym pomieszczeniem z zakładnikiem. Widziałam, że Jeongguk siedzi przywiązany liną do krzesła, z głową spuszczą na dół. Miał zakrwawiony cały podkoszulek. Koło niego chodził John, bawiąc się nożem sprężynowym, którego ostrze połyskiwało w świetle lamp. Wyłamałam, jak najciszej umiałam, kraty od wentylacji, wyczołgując się z niej. Musiałam uważać, żeby nie narobić żadnego hałasu i sprawnie skryć się za parawanem. 
- I widzisz?- Usłyszałam głos lidera wrogiego ganku. Był obleśny, ale jednocześnie strasznie donośny- Nikt ci nie pomoże. Nikogo już nie obchodzisz, nawet swoich głupich przyjaciół. Zginiesz tutaj śmieciu!- Zaśmiał się, a jego głos rozszedł się po czterech ścianach.
Podniosłam się z podłogi i zaczęłam po cichu iść w jego stronę, starając się być cały czas za jego plecami. Patrzyłam uważnie na nogi, aby na nic nie nadepnąć. 
-Okup nie przyszedł do nas na czas- Westchnął niby zawiedziony. Widziałam, jak spina swoje mięśnie, które uwydatniły się przez obcisły podkoszulek- Więc nadszedł czas na twój koniec- Pokazał nóż chłopakowi, kręcąc nim. 
-Albo i nie- Odrzekłam, przystawiając szybko lufę broni do jego skroni- Nigdy nie mów, że to koniec, gdy nie jesteś tego pewien. Życie jest przecież pełne niespodzianek, których możesz się nawet nie spodziewać- Musiałam zachować dużą pewność siebie
-A jednak- Chrząknął, a następnie się szyderczo uśmiechnął- Na twoim miejscu bym stąd uciekał, a nie bawił się w odbicie jakiegoś chłopaka, którego nawet nie znasz. Przecież on i tak nic nie znaczy na tym świecie
-Zamknij się- Warknęłam, tracąc resztki cierpliwości- Wyrzuć nóż- Pistolet oczywiście miałam cały czas przeładowany, więc wystarczyło tylko nacisnąć spust. Miałam jedynie nadzieję, że moi towarzysze zajęli się pozostałymi członkami jego gangu. Nie chciałam mieć niemiłej niespodzianki
-Nie- Odrzekł pewny siebie, chcąc się do mnie obrócić twarzą- Nic mi przecież mała nie zrobisz
-Wyrzuć ten głupi nóż- Powtórzyłam ostrzej, przyciskając mocniej pistolet. Wiedziałam, że chciał wpłynąć na moją psychikę. 
Ku mojemu zdziwieniu John mnie posłuchał i odrzucił nóż z dala od nas. Jednak nie był aż tak mocny, jak to wszyscy mówili. Wiedziałam, że główną role zagrała tutaj pewność siebie i zimna krew.
-A teraz na ziemię- Zarządziłam, a mój głos rozszedł się echem- Głuchy jesteś?! Na ziemię powiedziałam!
Chłopak położył się na ziemi, a ja zabrałam się do rozwiązywania zakładnika, który siedział resztkami sił. Nie była to najlepsza decyzja w moim życiu, bo po chwili poczułam, jak dłoń lidera dotyka mojej nogi. Dosłownie w ułamku sekundy zostałam obezwładniony, a blondyn przyłożył nóż do mojej szyi. Moje serce na chwile przestało bić, aby po chwili strasznie przyśpieszyć, 
-Nie mówiłem?- Zapytał z kpiną w głosie- Było nie zgrywać takiej bohaterki i go nie ratować. 
-Puść mnie- Syknęłam przez zaciśnięte zęby, czując ostrze na mojej skórze
 -Teraz już mi nic nie zrobisz- Nagle stał się strasznie pewny siebie, aż za pewny- Bo nie dasz rady. Jesteś na to za słaba, zawsze zresztą byłaś. Po co taka delikatna dziewczyna pcha się w takie coś? Żeby zginąć? Próbowałaś udowodnić swoją siłę, ale niestety prawda wyszła na jaw- Zaśmiał się sarkastycznie. 
-Nie jestem do cholery jasnej delikatna- Wkurzyłam się. Nigdy nie lubiła, gdy ktoś tak mówił. Zawsze miałam ciężki charakter i nie potrafiłam się poddawać- A ty po co cię w to pchasz? Żeby zostać upokorzony przez dziewczynę?
Po tych słowach nadepnęłam na jego nogę, a kiedy ten zgiął się z bólu, mogłam przejąć kontrolę nad sytuacją. Wykręciłam jego ręce do tyłu i powaliłam kolanem na ziemię. W tym samym momencie do pomieszczenia weszła cała moja ekipa. Nie mogli przyjść trochę wcześniej?
-Bierzcie Jeona- Powiedziałam, dając im nóż do rozcięcia lin- I uciekajcie szybko do samochodu 
Chłopcy posłusznie wykonali mój rozkaz, a kiedy usłyszałam warkot jednego z silników, zabrałam swój nóż i zaczęłam biec w stronę wyjścia, które znajdowało się najbliżej pomieszczenia. Znałam ten budynek, bo kiedyś też tutaj byłam przetrzymywana, ale wtedy zdołałam uciec bez czyjejś pomocy. Wsiadłam pospiesznie do auta, a kierowca odjechał z tego potwornego miejsca. 
*Kilka godzin później*
Siedziałam w miękkim fotelu, patrząc jak Justyna opatruje rannego Jeongguk'a. Misja przebiegła bardzo sprawnie i przede wszystkim bez ofiar. Uratowaliśmy go i teraz cały zespół leciał po swojego Maknae, a my musieliśmy przypilnować, aby nic już mu się nie stało. Nie wiem co zrobi teraz John, ale mam nadzieję, że nas nie znajdzie w najbliższym czasie. 
-Dobra robota- Poklepał mnie po ramieniu Michał- Daliśmy wszyscy radę 
-Jak zawsze- Westchnęłam, wysilając się na uśmiech- Trochę się zakręciłam, bo zapomniałam, że miałam nóż przy nodze i mogłam przez to stracić życie. Emocje chyba za bardzo wzięły górę 
-Ale dałaś radę- Powiedział, przytulając mnie- Bo jesteś naszą malutką dziewczynką!
-Ja ci dam małą dziewczynkę- Zaśmiałam się radośnie, delikatnie go uderzając w tors- On też tak powiedział, wiesz? Chcesz też tak samo skończyć?
-Nie, dzięki- Podniósł ręce do góry- Z tobą zadrzeć, to jak zaczepić wygłodniałego lwa
-Nic się nie zmieniłaś- Usłyszałam głos Jeongguk'a. Spojrzałam szybko na niego. 
-Ty też nie- Odpowiedziałam- Nadal pakujesz się w kłopoty- Delikatnie się zaśmiałam.
-A ty nadal mnie ratujesz- Przyznał szczerze- Nadal jesteś moją bohaterką. 
-Wszyscy wynocha- Zaśmiałam się- Mam małe zaległości z przyjacielem- Po tych słowach wszyscy wyszli z pomieszczenia z wyraźnym zdziwieniem na twarzach. 
-Wiesz co się jeszcze nie zmieniło?- Zapytał, gdy siadłam obok niego 
-Co?- Zapytałam zaciekawiona- Czy ja o czymś nie wiem? 
-Nadal cię mocno kocham, a ty nadal tego nie odwzajemniasz- Odparł smutno- Zresztą tak było zawsze i już tak pozostanie
-Skąd wiesz?- Zapytałam się, kładąc rękę na ramieniu chłopaka. Uważałam, aby go nie urazić moimi słowami, bo nie chciałam powodować większego bólu.
-A jest inaczej?- Odkręcił głowę w drugą stronę- Nie wierzysz przecież w miłość. Nigdy nie wierzyłaś
-A wiesz, że mówiłam że cię zawsze uratuję?- Przypomniałam jego własne słowa, które wypowiedział zaledwie chwilę temu
-Wiem- Przytaknął- Pamiętam nadal i zawsze będę za to wdzięczny.
-To teraz czas abyś ty mnie uratował
-Przed czym?-zdziwił się
-Przed życiem bez miłości i bez Ciebie- Powiedziałam, przytulając się do zdziwionego chłopaka.


09 maja 2016

,,Mogliśmy ale uratowaliśmy''- Opowiadanie z Jungkookiem (BTS)

Siedziałam na chłodnym parapecie okna, trzymając w dłoniach kubek  gorącej kawy. Po pokojowych ścianach rozchodziła się jakaś ballada miłosna grana na pianinie. Krople deszczy w dosyć szybkim tempie spływały po szybie okna, a błyskawice ciągle oświetlały panującą czarną i ponurą noc. Po moich policzkach leciały słone łzy, aby już po chwili delikatnie rozbić się o parapet. Oparłam czoło o chłodną szybę i zamknęłam swoje przemęczone od dawna oczy. Mój cały świat zawalił się w bardzo krótkim czasie. Teraz już nic nie ma dla mnie najmniejszego sensu. Nigdy nie sądziłam, że jestem w stanie zakochać się we własnym najlepszym przyjacielu, z którym znałam się praktycznie od kołyski. Cały czas powtarzałam, że przecież nie wierzę w miłość. A teraz? Teraz przez to głupie uczucie cierpię.
*Tydzień wcześniej* 

Justyna razem z chłopakami rozmawiała zawzięcie o ich najbliższym koncercie w jednym z wielu Europejskich miast. W naszym salonie brakowało jedynie Jungkook'a, który gdzieś zniknął bez słowa, jakieś dwie godziny temu. Miałam wsadzone w uszy słuchawki, ale nie leciała w nich żadna muzyka. Chciałam jedynie stwarzać głupie pozory, że nic nie słyszę, żeby mieć święty spokój. Musiałam pilnie porozmawiać z moim przyjacielem na bardzo ważny dla mnie temat i chciałam przede wszystkim poukładać sobie wszystko w głowie. 
Po domu rozległo się skrzypnięcie wejściowych drzwi, a już po chwili w salonie pojawił się mój ulubiony Koreańczyk razem z jakąś nieznaną mi dziewczyną. Zmarszczyłam natychmiast czoło i zilustrowałam ją od stóp aż po czubek głowy. Miała czerwone włosy, uczesane w schludnego i wręcz idealnego koka oraz lekko opaloną cerę, która na pewno nie była efektem leżenia na plaży, a solarium. Była ubrana w kwiecistą spódnicę mini oraz cienki, różowy top z dość dużym dekoltem, który delikatnie ukazywał zarysy jej biustu. Można było również zauważyć mocniejszy makijaż, który na sto procent nie mógł należeć do tych naturalnych i nie miał na celu jedynie podkreślić jej urody, a wręcz ją zakrywał. 
-Poznajcie Venus- Powiedział Jeon z delikatnym uśmiechem. Po chwili złapał dziewczynę za jej delikatną dłoń, na której znajdował się wielki pierścionek z diamentem
-Hej- Wszyscy przywitali się idealnie równo, ale nie okazali jej przybyciu zbytniego zainteresowania. Trochę mnie to śmieszyło
-Witajcie- Odrzekła słodziutkim głosem Venus, rozglądając się uważnie po całym pomieszczeniu- Miło mi was wszystkich poznać, dużo o was słyszałam. 
Dalej udawałam, że mam słuchawki, w których cały czas leci muzyka, aby uniknąć przywitania z dziewczyną. Nie spodobał mi się jej wręcz plastikowy wygląd, a tym bardziej myśli, które niestety słyszałam przez dar, który otrzymałam. Miała dosyć hmm dziwne zamiary, co do Jungkook'a, ale nadal nie wiedziałam na jakim etapie znajomości są. Siedziałam więc cicho, patrząc się w ekran telewizora, w którym leciał akurat jakiś program na temat dawnej muzyki. 
Mój przyjaciel usiadł spokojnie na fotelu, biorąc Venus na swoje chude kolana. Nie spodobał mi się ten widok, więc uciekłam wzrokiem w stronę kominka, w którym powoli dogasał symboliczny ogień. Chciałam odciągnąć swoje myśli, które zawzięcie wierciły w mojej głowie wielki kanion. Zawsze wzniecaliśmy ogień, nawet w lata. Była to w zasadzie w pewien sposób nasza mała tradycja, która miała oznaczać trwałość długoletniej przyjaźni.
-No młody- Zaczął mówić Jimin, odrywając się od telefonu- Nie spodziewałem się, że znajdziesz dziewczynę wcześniej ode mnie. Jestem Z ciebie dumny- Poklepał przyjaciela po ramieniu. 
-A no widzisz- Zaśmiał się słodko nasz Maknae- Mówiłem Ci to przecież wiele razy 
-No tak...-Zawahał się blondyn, spuszczając wzrok- Ale myślałem całkiem o kimś innym- Po tych słowach spojrzał na mnie. Nasze oczy spotkały się. Mogłam się domyślić, że dostrzegł mój bolesny wzrok
-Kocham Venus- Odrzekł pewnie przyjaciel- Jest cudowna i taka strasznie kochana. Na pewno wy też ją polubicie w bardzo szybkim tempie. Nie da się przecież inaczej! 
Każde wypowiedziane przez niego słowo raniło moje serce i sprawiało mi ogromny ból, który przeszywał najmniejszy kawałek mojej duszy. Czułam, że nie dam rady powstrzymać łez, które zebrały mi się  w kącikach moich oczu. Odpięłam słuchawki z telefonu i szybkim ruchem wstałam z wygodnego fotela, co sprawiło zawroty głowy. Wszystkie oczy zwróciły się w moją stronę, a ja bez słowa po prostu wybiegłam z salonu, a następnie z naszego dużego domu. Założyłam kaptur na głowę, kierując się w stronę pobliskiego starego lasu. Na moich policzkach łzy swobodnie znaczyły mokre ślady, a ja  nie wstydziłam się tego, że płaczę. Przecież czasami w każdym coś pęka...

*Teraźniejszość*

Cały czas żałuje, że  nie zdążyłam powiedzieć mu o swoich uczuciach dużo wcześniej. Bałam się tego, więc zwlekałam z tematem, jak najdłużej. Teraz unikam w zasadzie wszystkich, nawet Justyny, która zawsze była mi bardzo bliska. Telefon, co kilka sekund wibrował od sms'ów lub nieodebranych połączeń, ale cały czas to ignorowałam. Nie chciałam z nikim rozmawiać, nie miałam nawet na to ochoty. Po co były mi marne słowa, że wszystko się ułoży i będzie w końcu dobrze, skoro nic nie będzie tak, jak dawniej? On ma dziewczynę, którą kocha całym sercem. Media cały czas tylko mówią o ,,najlepszej" na świecie parze, czyli Jungkook'u i Venus. Nawet fanki zespołu wydają się być tym zachwycone. 
*Kilka lat wcześniej* 

Leżałam na miękkim łóżku skulona w kłębek jak kot, przytulając się do małej poduszki. Od jakiegoś tygodnia nie mam ani trochę humoru, nic nie ma dla mnie najmniejszego sensu. Z dnia na dzień po prostu wegetuje. Najprościej mówić złapałam doła, a nawet może i kanion...
Usłyszałam ciche pukanie do moich drzwi. Próbowałam udawać, że mnie nie ma w pokoju, ale osoba, która była sprawcą pukania, miała moje klucze, więc po chwili domyśliłam się kto to jest
-Kochanie- Powiedział przyjemny dla ucha męski głos, który wywoła dreszcze na moim ciele- Co Ci jest?
-Nic- Odpowiedziałam szybko, chowając głowę w poduszkę- Jest wszystko w porządku. Nie musisz się martwić
-Ej- Siadł koło mnie, kładąc dłoń na moich plecach. Przyjemne ciepło rozeszło się po linii kręgosłupa- Przecież dobrze widzę, że coś się dzieje 
-Nic nie poradzisz na to, że jest mi strasznie pusto i smutno- Odrzekłam, odwracając powoli głowę w jego stronę.
-Mogę poradzić- Tym razem położył swoją dłoń na moim ramieniu, które wystawało spod koca- Tylko mi to ułatw i usiądź, proszę- Delikatnie się uśmiechnął
-Nie- Pociągnęłam nosem przez katar, którego dostałam od długiego płaczu- Nie chcę 
-Julka...-Zaczął spokojnym głosem, który mógłby uspokoić każdego człowieka- Proszę Cię
Powoli zaczęłam się podnosić z poduszki, ale nie zdążyłam nawet usiąść, gdy Jungkook porwał mnie szybko w swoje silne, męskie ramiona. Oplótł mnie tak, abym nie mogła się ruszać i pocałował mnie delikatnie w blade czoło. Zaczął nucić jakąś kołysankę tuż przy moim uchu. Otarłam ostatnie łzy, a następnie położyłam powoli głowę na ramieniu chłopaka. On dobrze wiedział, jak ma mi poprawić nawet najbardziej zepsuty humor. Był w końcu moim najlepszym przyjacielem, który znał mnie najlepiej na świecie. Ja jego też. 
*Teraźniejszość*

Otarłam małą pojedynczą łzę, która spływała po moim policzku  i dopiłam resztę kawy, która zdążyła już wystygnąć. Za godzinę miałam pojechać do studia, więc musiałam się powoli zbierać do kupy, aby doprowadzić się do normalnego stanu, w którym przypominałabym chociaż trochę człowieka. Mimo cierpienia oraz bólu, nie byłam w stanie przerwać trasy koncertowej. Nie mogłam przecież zawieść fanów, którzy całym sercem mnie wspierali i wiernie czekali na najnowsze piosenki lub kolejne teledyski. 
Pokierowałam się wolno w stronę łazienki. W pomieszczeniu zdjęłam ubranie, a następnie weszłam  pod prysznic. Kafelki wywołały nieprzyjemny chłód w moim ciele. Odkręciłam zimną wodę, opierając się o lodowatą ścianę. Woda leciała cienkim strumieniem po moim ciele, a ja stałam i myślałam dokładnie nad wszystkimi wydarzeniami, które miały miejsce. Miałam cichą nadzieję  na to, że w studiu nie spotkam BTS. Lubiłam chłopaków a wręcz ich kochałam, ale nie chciałam ich spotkać, bo wiedziałam, że strasznie się o mnie martwili. 
Po ponad dwudziestu minutach wyszłam z kabiny, aby wytrzeć się puchatym ręcznikiem i wysuszyć splątane włosy. Następnie ubrałam bieliznę, czarne spodnie dresowe oraz tego samego koloru bluzkę z długim rękawem. Włosy związałam w luźnego kucyka i nawet nie przeglądając się w lustrze, wyszłam z jasnego pomieszczenia. Wzięłam potrzebne mi rzeczy, a kolejno zeszłam do przestronnego garażu. Wsiadłam do mojego BMW i8, aby spokojnie wyjechać z terenu posesji. Pokierowałam się w stronę samego centrum miasta, gdzie znajdowała się wytwórnia muzyczna, do której od niedawna należałam. Nawet radość z jazdy mnie opuściła. Teraz to było tylko przemieszczanie się z punktu A do punktu B. A kiedyś? Prowadzenie samochodu mnie uspokajało, wyciszyło i dawało dużo szczęścia. Czy teraz aż tak było ze mną źle?
Dokładnie pięć minut przed umówionym ze wszystkimi czasem, byłam już na miejscu. Zgasiłam silnik, wysiadłam z auta i je zamknęłam, włączając po chwili alarm. Skierowałam się w stronę dużych szklanych drzwi, przez które przeszłam pewnym krokiem. Przywitała mnie Lola swoim uroczym i zawsze szczerym uśmiechem. Odpowiedziałam zwyczajne ,,Cześć" a następnie weszłam do windy, która akurat znajdowała się na parterze. Nacisnęłam guzik, na którym była cyfra 2 i już po chwili byłam na wybranym przeze mnie piętrze. Otworzyłam drzwi do jednego z pomieszczeniem, a po chwili stanęłam zamurowana. Czyli jednak byli tutaj też oni. Super..
Pierwsza spojrzała na mnie Justyna, która chwilę później rzuciła się radośnie na moją szyję. Delikatnie ją odepchnęłam, bo nie chciałam mieć teraz żadnego bliższego kontaktu 
-Jesteś- Szepnęła na prawdę cicho- Ale inna i to całkiem inna
-Wiem- Odpowiedziałam z chłodem w głosie. Nie chciałam jej traktować, ale jakoś samo tak wyszło- Ludzie się zmieniają. Zresztą nie przyjechałam tutaj na pogaduszki, ale aby poćwiczyć przez koncertem zamykającym moją trasę
-Julka ale...-Zaczęła mówić kuzyna
-Nie- Przerwałam jej szybko, podnosząc dłoń do góry- Nie mam na to teraz czasu
-Jeszcze kilka minut poćwiczy Bangta i potem zbieramy się my- Oznajmił spokojnie Dawid, który do tej pory stał w kompletnej ciszy, przyglądając się sytuacji 
-Jasne- Odrzekłam i oparłam się o jedną ze ścian- Nie śpieszy mi się nigdzie
Rozpoznałam melodię z piosenki ,,Save me" i nie myliłam się, bo już po chwili usłyszałam do niej pierwsze słowa. Poczułam się dziwnie, gdy podczas piosenki Jungkook patrzył cały czas na mnie. Przecież słowa: ,,Czemu jest tak ciemno, kiedy Cię tu nie ma? Jestem tak rozbity, to niebezpieczne. Uratuj mnie, bo sam nie potrafię kontrolować swych uczuć" powinien kierować do Venus, która stała wręcz wlepiona w szybkę od pomieszczenia, gdzie byli chłopcy. Odkręciłam głowę w stronę okna, gdy usłyszałam dobrze znane mi słowa piosenki. ,,Potrzebuje twojej miłości zanim upadnę".  Ach one idealnie opisywały to, co w tamtym momencie czułam. 

*Dwie godziny później* 
Nawet nie poczekałam na jakiekolwiek pochwały lub też uwagi ze strony przyjaciół odnośnie mojego śpiewa czy też akcentowania danych słów. Wybiegłam czym prędzej z ogromnego studia, zostawiłam jedynie kluczyki Justynie, aby ta pojechała moim samochodem prosto do domu. Auto miałam od niej odebrać dopiero wieczorem lub jutro z rana. Skierowałam się w stronę opuszczonego budynku, który nadal się dobrze trzymał mimu upływu wielu lat. Weszłam po pokruszonych przez czas schodach, aby stanąć na dachu budynku. Wiatr tutaj był o wiele mocniejszy niż na dole, więc poczułam niemiły dreszcz na calutkim moim ciele. Oplotłam się ramionami i spojrzałam na chmury. Zanosiło się na duży deszcz, ale musiałam pobyć sama ze swoimi myślami, które niemiłosiernie krzyczały w mojej głowie. Widok Jungkook'a mnie dobił doszczętnie, a zwłaszcza uczepiona na nim Venus. Wyglądali na takich szczęśliwych i zakochanych, a zwłaszcza on. Ja tymczasem można powiedzieć, że umierałam przez nieszczęśliwą miłość, która była spowodowana wyłącznie przez własną głupotę oraz tchórzostwo, które sparaliżowało moje serce. 
Nagle poczułam na swoich ramionach coś bardzo ciepłego. Otworzyłam smutne oczy i ujrzałam cień tuż nad moim, który był o wiele wyższy i przede wszystkim masywniejszy. Chciałam się obrócić, ale ten ktoś mi to solidnie uniemożliwił swoją osobą. Męskie ręce spoczęły na moich barkach, a ja po prostu czekałam na dalszy rozwój wydarzeń. Czy się bałam? Absolutnie tak...
-Dlaczego uciekłaś?- Tuż przy moim uchu usłyszałam dobrze mi znany głos. Aż za dobrze znany- Chciałem porozmawiać
-Nie uciekłam- Przełknęłam ślinę przez ściśnięte gardło- Chciałam po prostu spędzić trochę czasu w samotności 
-Nie udało ci się- Powiedział cicho Jungkook- Bo teraz do towarzystwa masz mnie 
-Idź już do swojej dziewczyny- Odpowiedziałam chłodno a przed moimi oczami stanął ich obraz- Na pewno bardzo tęskni, a wręcz wyje z rozpaczy, bo jej ukochany bubuś gdzieś nagle poszedł
-Czuć ten sarkazm- Westchnął. Za dobrze mnie znał i wiedział kiedy mówię innym głosem- Nie obchodzi mnie już ona, bo jestem teraz przy Tobie 
-Ale przecież taka z was sławna, piękna oraz uczona para- Przekręciłam teatralnie oczami- Wszyscy są wręcz zachwyceni tym, jak bardzo się kochacie. Nawet twoje fanki!
-Na zdjęciach tylko moja droga- Potarł delikatnie moje ramie. Musiałam przyznać, że bardzo za tym tęskniłam- Nigdzie indziej. Chyba, że na jakiejś badziewnej sesji zdjęciowe, która jest częścią projektu lub  umowy z wytwórniami
-Na pewno- Powiedziałam z ironią, próbując wyrwać się z jego uścisku- Puść mnie natychmiast 
-Nie- Odrzekł pewnym i stanowczym głosem- Nie puszczę. Musisz mi wyjaśnić teraz dlaczego nie porozmawiałam ze mną, gdy z nią przyszedłem po raz pierwszy. Podobno chciałaś mi wtedy coś powiedzieć, więc mów to teraz
-Już nic. Nie ważne- Próbowałam odbiec od ciężkiego dla mnie tematu, jednocześnie znowu bijąc się w serce- Rozmyśliłam się jednak, bo stwierdziłam, że to i tak nie ma najmniejszego sensu. Nigdy w sumie nie miało. 
-Mów- Zarządził. Przez ciało znowu przeszedł mnie przyjemny dreszcz, ale możliwe, że był on spowodowany podmuchem wiatru- Albo będziemy tutaj tak stać, a zaraz się rozpada, więc zmokniemy. 
-Nie boje się deszczu- Mruknęłam niemrawo, spoglądając na chmury. Faktycznie były strasznie ciemne, ale nie przerażało mnie to- Mam nawet z nim związane bardzo dobre wspomnienia ze swojego życia. 
-Powiesz mi w końcu?- Zapytał, nadal uparcie drążąc temat- Czy na prawdę mamy po prostu tak stać? 
-Po co?- Tym razem to ja zadałam mu pytanie- I tak to nie ma najmniejszego sensu. Masz przecież dziewczynę, więc po prostu do niej idź. Miłość nie poczeka wiecznie. Potem może być już za późno, żeby to wszystko odkręcić. Będziesz żałował do końca swojego życia, że nie byłeś przy niej, tylko stałeś tu ze mną
-Ale zrozum w końcu- Zaczął lekko poddenerwowany moim zachowaniem- Że jestem z nią tylko dlatego, że wytwórnia tego wymagała. Nie kocham jej i nigdy nie pokocham, bo nienawidzę takich typów dziewczyn, jak ona. 
-Takich czyli jakich?- Spytałam zaciekawiona, ale jednocześnie zdziwiona jego słowami- Takich, które aż tak Ciebie kochają? 
-Takich, które po prostu nie są tobą- Odkręcił mnie w końcu do siebie. Teraz mogłam widzieć jego twarz- Które nie mają takiego super charakteru, wyglądu i złotego serca. 
-Każdy jest przecież inny- Próbowałam uciec wzorkiem, ale po prostu nie mogłam. Coś mi na to nie pozwalało- Nie można porównywać ludzi do siebie. 
-Powiesz mi w końcu?- Zapytał ponownie, patrząc prosto w moje oczy- Jestem naprawdę tego ciekawy 
-Chciałam Ci powiedzieć, że cię kocham. Pasuje?- Słowa po prostu wypłynęły z moich ust i dopiero po chwili zdałam sobie sprawę z tego co powiedziałam zanim w ogóle pomyślałam. Może to po prostu zmęczenie?- A teraz skoro już to wszystko wiesz, to możesz mnie w końcu puścić
-No teraz to ja Cię na pewno nie puszczę- Powiedział spokojnym głosem z lekką nutą zadowolenia- Serce by mi na to nie pozwoliło 
-Możesz. Powiedziałam Ci już przecież wszystko, co chciałam- Odrzekłam, ponownie próbując uwolnić się z jego uścisku. Miałam ochotę po prostu chować się kilka metrów pod ziemią i już nigdy nie wychodzić
-Zaraz zacznie padać- Zmienił nagle temat, patrząc w chmury, które były coraz bliżej nas- I to solidnie. 
-No iii?- Zapytałam. Nie wiedziałam, o co mu mogło w tamtym momencie chodzić
-I chce Ci pomóc spełnić jedno z marzeń- Spojrzał uważnie na mnie- Jeżeli oczywiście tego chcesz. Wszystko teraz zależy od Ciebie
-Jakie niby marzenie?- Zdziwiłam się. Kompletnie nie pamiętałam, co było związanego z deszczem- Nie marzyłam nigdy, żeby moknąć w deszczy, gdy mogłabym siedzieć i pić gorące kakao z bitą śmietaną
-Zaraz się dowiesz- Delikatnie się uśmiechnął. Wyglądał tak bardzo bosko- Jeszcze trochę poczekaj moja malutka
Między nami zapanowała kompletna cisza. Nie wiedziałam, co mam się teraz odezwać,  a Jungkook mi tego nie ułatwił swoich zachowaniem. Powietrze stawało się coraz bardziej wilgotne i z nieba zaczęły lecieć pojedyncze krople deszczu. Po chwili rozpadało się już o wiele mocniej, a gdzieś w oddali można było usłyszeć nawet grzmot pioruna. Przyjaciel ujął moją twarz w swoje dłonie i spojrzał mi głęboko w oczy. Nie wiedziałam, co chce dokładnie zrobić, ale chyba się już powoli domyślałam o jakie marzenie mogło chodzić. Moje przypuszczenia się spełniły, gdy słodki Koreańczyk złączył nasze usta w delikatnym pocałunku. Odruchowo zamknęłam oczy i położyłam dłoń na jego chłodnym karku. Kierował mną wtedy impuls, a może po prostu strach, że taka sytuacja może się już więcej nie powtórzyć? 
-Mogliśmy to zepsuć, wiesz?- Zapytał między krótkimi pocałunkami, które składał- Mogliśmy już nigdy ze sobą nie rozmawiać, a z czasem nawet udawać, że się nie znamy
-Ale to uratowaliśmy- Odpowiedziałam z uśmiechem- Kocham Cię Jungkook. Bardzo...
-Ja ciebie też kochanie. Ja Ciebie też- Odrzekł, przytulając mnie jeszcze mocniej.
 Teraz nie przeszkadzała mi nawet spora ulewa, ani burza, która zbliżała się do nas coraz większymi krokami. Liczył się tylko ten moment i to, że Jungkook jest w końcu obok mnie.