11 lipca 2026

Miłość i nienawiść

 Czasami są uczucia, których nie da się wyjaśnić prostymi definicjami. Nie mieszczą się one ani w ,,kocham" ani w ,,nienawidzę". Dlaczego? Bo są czymś pomiędzy nimi. Czymś czego nie można do końca wyjaśnić logicznie. Jest to miejsce pełne sprzeczności, gdy serce dyktuje jedno ale rozum mówi drugie. A dusza? Dusza nie wie już kogo lepiej posłuchać. 

Czasami zastanawiam się, jak można patrzeć na jedną osobę i jednocześnie widzieć w niej tyle samo ciemności co światła. Jak można tęsknić za czyimś najmniejszym dotykiem a jednocześnie modlić się, by już nigdy więcej nie było choćby przypadkowego muśnięcia. Jak można wciąć pamiętać każdy uśmiech ale jednocześnie zaciskać pięści, gdy wspomina się wszystkie łzy. 

Niestety miłość nie zawsze chce odejść razem z człowiekiem, który od nas odszedł. Czasami niestety zostaje na długo po jego odejściu. Siada cichutko gdzieś przy boku i nie ma sposobu, żeby się jej pozbyć. A siedząc tak, nie pozwala nam ruszyć dalej. Przypomina o tej osobie zapachem, znaną melodią, jakąś ulicą czy przypadkowo usłyszanym imieniem. Jest jak echo w górach, które nie rozumie, że głos już dawno zamilkł. 

I wtedy rodzi się to dziwne uczucie, coś co przypomina momentami nienawiść. 

Człowiek ma ogromne pretensje do własnego serca. Za to, że nadal nie chce zapomnieć. Za to, że nadal jest w stanie wybaczyć. Za to, że pomimo każdej z ran, wciąż chce szukać w tej osobie coś pięknego. Wtedy pojawia się też gniew, nie tylko wobec tamtej osoby, ale również wobec siebie. Gniew za tą pieprzoną nadzieję, która nie chce nadal umrzeć pomimo, że już dawno powinna. 

Chce się nienawidzić człowieka, bo tak jest prościej. Człowiek myśli, że jeżeli zmieni miłość w nienawiść, to w końcu ona przestanie boleć. Ale serce nie chce zgodzić się na takie sztuczki. Nie umie jednym ruchem wymazać wszystkiego, co było budowane przez miesiące czy lata. Nie da się go niestety przekonać, że ktoś, kto kiedyś był całym światem- teraz musi stać się zupełnie nikim. 

Co w tym gorszego? Że pamięć też nie chce współpracować. Nie przechowuje ona ludzi takimi, jakimi byli naprawdę. Pamięć czasami zachowuje się jak artystka. Maluje obrazy lekkim światłem, delikatnie wygładza wszystkie ostre krawędzie, ucisza wszystkie krzyki i przekleństwa a w zamian zostawia tylko momenty, które chciałoby się przeżyć kilka razy znowu. Przez to człowiek kocha nie tylko tą osobę, ale również wspomnienia związane z nią. A z nimi walczyć jest najtrudniej. 

Są dni, gdy wszystko chce się z siebie wyrzucić. Wszystkie rozmowy, które były prowadzone od wieczora do świtu. Wszystkie złożone obietnice, które miały być wieczne a teraz nie mają wartości. Wszystkie spojrzenia i uściski, w których kiedyś było bezpieczeństwo i ukojenie. Chciałoby się po prostu wszystkie wspomnienia wyrwać niczym zapisaną kartkę z zeszytu. 

Ale później przychodzi noc. I nagle myślenie zmienia się o 180 stopni. Nagle nie chce się zapomnieć. 

Bo zapomnieć znaczy przyznać się, że to wszystko nigdy nie miało najmniejszego znaczenia. Jakby miłość była tylko chwilowym błędem, głupim złudzeniem. A przecież była prawdziwa, mimo, że nie przetrwała burzy. Była najprawdziwsza chociaż zakończyła się zupełną ciszą. 

Co jest paradoksem? Że często nie chce się nienawidzić osoby za to, że przestała ona nas kochać. Chce sie ją nienawidzić za to, że pokazała nam czym jest szczęście a później je odebrała. Za to, że potrafiła pomalować świat wszystkimi kolorami, a później zmyła wszystko zostawiając jedynie szarość. Za to, że była miejscem, do którego już nigdy przenigdy nie można wrócić. 

Miłość jest okrutna, ale nie dlatego że rani, bo ranią ludzie. Miłość jest okrutna, bo zawsze zostawia po sobie ślady. Nigdy nie widać ich na skórze, nie widać ich na żadnych zdjęciach czy w lustrze. Są ukryte bardzo głęboko. Są ukryte w sposobie, w jaki człowiek zaczyna słuchać tych samych piosenek. W tym, że zaczyna omijać niegdyś ulubione miejsca. W tym, że zatrzymuje wzrok w tłumie osób, z nadzieją, że znajdzie tam ,,swoją" osobę. 

Najtrudniej zadać sobie pytanie ,,Dlaczego chce ją nienawidzić?"

Bo człowiek nie chce tak naprawdę tego uczucia, on chce po prostu ulgi. Marzy o jednym wieczorze, gdy wspomnienia nie będą już ważyć więcej niż teraźniejszość. O chwili, gdy na to imię serce już nie będzie przyśpieszać swojego rytmu. O dniu, w którym przypadkowe spotkanie nie poruszy całego świata na nowo. 

Nienawiść jest trochę jak obietnica wolności. Człowiek myśli, że jeżeli zacznie nienawidzić- przestanie cierpieć. Ale nienawiść to też trochę, jak forma przywiązania, bo nadal każe myśleć o tej osobie. Nadal trzyma się miejsce w głowie dla niej. Nadal powoduje to, że emocje krążą wokoło osoby, która już nigdy nie wróci. 

Przeciwieństwem miłości nie jest nienawiść. Jest to obojętność. 

Moment, gdy można wspomnieć czyjś śmiech bez łez w oczach. To chwila, gdy wdzięczność nie wywołuje bólu. To moment, gdy przeszłość nie rządzi już teraźniejszością. 

Są ludzie, których kocha się mocno, nawet gdy już dawno odeszli. Są chwile, gdy chce się ich nienawidzić z całych sił, żeby przestań w końcu za nimi tęsknić. Ale mimo to serce ciągle jest świadome tego, że znienawidzenie tej osoby wiązałoby się z wyrzuceniem części siebie. Części, która potrafiła kochać bez lęku, kalkulacji, bez granic. 

I pewnie dlatego miłość i nienawiść idą za rękę. Nie dlatego, że są takie same ale dlatego, że rodzą się z siebie nawzajem. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz