Drogi przyjacielu!
Piszę ten list do Ciebie, chcąc Ci pokazać ile dobra wniosłeś w moje życie. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie, jak mogę podziękować za wszystko, co dla mnie zrobiłeś. Ale może od początku...
W dniu, w którym Cię poznałam, nigdy nie sądziłam, że staniesz się dla mnie tak bardzo ważny. Z reguły nowe znajomości traktowałam raczej bez zobowiązań. Zwykłe ,,hej, jak tam", czasami pytanie o grę czy rozmowę, ale nigdy nie myślałam, że w tym życiu będzie mi dane poznać kogoś, kto stanie się moim przyjacielem.
Nie mieliśmy od razu jakiegoś super kontaktu, ale mimo wszystko moje serce ciągle krzyczało o jakikolwiek kontakt z tobą. Zainteresowałeś mnie swoim milczeniem, niedostępnością, być może cynicznym poczuciem humoru. Cały czas czułam, że jest w Tobie coś, co mnie skutecznie przyciąga, ale nie potrafiłam powiedzieć co.
Moje życie przykrywały ciemne chmury. Nie miałam siły i motywacji, żeby wstać z łóżka. Codziennie z trudem powstrzymywałam łzy, żeby trzymać w sobie wszystkie słabości. Uśmiechałam się, żartowałam ale jednocześnie czułam w sobie pustkę, jakby moja dusza uciekła z mojego ciała.
Każdy dzień wyglądał tak samo. Każdy dzień był cholerną monotonią, która powoli zaczynała zabijać we mnie ostatnie iskry nadziei na lepsze jutro. Ciągle sypiące się plany na przyszłość. Ciągłe rozczarowania, odrzucenia, zranienia.
Poddawałam się każdego dnia od ilości ciosów, które dostawałam codziennie w plecy. Gnębiła mnie przeszłość, otwierając codziennie rany na moim sercu. Nie radziłam sobie z niczym. Nie radziłam sobie sama ze sobą...
Ale jednak Twoje pojawienie się w moim życiu, potrafiło dać coś co na nowo rozpaliło nadzieję. Poczułam, jakbym znalazła w końcu brakujący fragment mojej ,,układanki". Dałeś szansę na lepszy dzień. Dałeś mi poczucie, że na nowo jestem dla kogoś ważna.
Rozumiałeś to, co czuje a ja starałam się zrozumieć Ciebie. Słuchałeś cierpliwie, jak mówiłam o tym samym po raz tysięczny, nigdy nie dając mi odczuć, że cię to męczy. Byłeś jak mój szew na otwarte rany. Byłeś, jak deszcz podczas potwornej suszy.
Każdego dnia starasz się łatać rany na moim sercu, chociaż ja wiem, że je codziennie rozdrapuje na nowo. Dajesz mi czas, uwagę, poczucie, że jest ktoś na tym świecie, kto mnie wspiera.
Bo może to trochę dziwne: mieć wszystko o czym większość marzy. Mieć miłość, rodzinę, dom a jednocześnie nie widzieć sensu we wstaniu rano. Ale ty to zrozumiałeś. Ty pokazałeś, że czasami w życiu brakuje po prostu kogoś, kogo można nazwać przyjacielem. Kogoś, kto udźwignie razem z tobą ten ciężar życia i nie pozwoli Ci upaść- a nawet jak upadniesz to usiądzie obok Ciebie i poczeka, aż się podniesiesz.
Nie wiem ile ja jestem w stanie dać od siebie.
Nie wiem jak mogę Ci podziękować za wszystko co dla mnie robisz.
Ale wiedz, że będę Ci wdzięczna do końca swoich dni. Na zawsze masz miejsce w moim sercu i życiu i nie wiem co by musiało się dziać, żebym uważała inaczej.
Dziękuje
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz