24 sierpnia 2026

,,List, którego nie powinno być"

 Mój drogi,

Piszę ten list do Ciebie, chociaż mam świadomość, że prawdopodobnie nie powinien on nigdy powstać. 

Bo są pewne słowa, które lepiej chować w ciszy. Są uczucia, których bezpiecznie nie nazywać. Są myśli, które powinny pozostawać tylko i wyłącznie myślami, zamkniętymi gdzieś głęboko pod żebrami, aby nikt ich nie mógł znaleźć i wydobyć na powierzchnię. 

Ale jednak piszę. 

Może dlatego, że od jakiegoś czasu noszę w swoim sercu zbyt dużo niewypowiedzianych zdań i myśli. Są one dla mnie jak kamienie noszone w kamieniach, z każdym kolejnym dniem coraz bardziej ciążą. I chociaż wiem, że powiedzenie pewnych słów, może na zawsze wszystko zmienić, milczenie również przestało być bezpieczną opcją. 

Nie jestem w stanie Ci powiedzieć, kiedy dokładnie się to zaczęło. 

Być może któregoś zwyczajnego, prostego dnia, gdy razem śmialiśmy się z jakiejś głupoty, a ja nagle uświadomiłam sobie, że chciałabym ten moment zapamiętać na wieki? 
A może wtedy, gdy nieśmiało opowiadałeś mi o swoich marzeniach i planach na życie, a ja słuchałam Cię z takim uczuciem, jakiego do tej pory nie potrafię nazwać tylko zwykłą troską i zainteresowaniem. 

Może to uczucie było we mnie już od dawna, ale ja przez długi czas próbowałam na siłę udawać, że go nie widzę. Bo łatwiej było myśleć tylko o tym, że jesteś dla mnie ważny. Że po prostu jesteś wyjątkowym człowiekiem. Że tak zwyczajnie lubię nasze rozmowy, Twoją obecność każdego dnia, Twój nawet najmniejszy śmiech czy sposób w jaki umiesz sprawić, że nawet najbardziej pochmurny dzień umie być piękny. 

Łatwiej to wszystko było nazwać wszystkimi innymi uczuciami, byleby nie przyznać się, że tylko jedno słowo mogłoby tu pasować. 

Miłość.

Bałam się cholernie tego słowa. Bo ta miłość nie przyszła nagle niczym największa burza, która porwała na strzępy całe niebo.

Ona przyszła jak świt po ciemnej nocy. Cichutko, powolutku i tak bardzo niezauważalnie...

Najpierw była po prostu małym światłem, które żegna każdy dzień. Z czasem zaczęła być ciepłem, którego szuka zmarznięty człowiek w chłodne, jesienne wieczory. ALe w końcu stała się czymś tak dużym, że bez tego nawet najlepsze chwile wydawały się niepełne. 

I wtedy chyba zrozumiałam, że zdarzyło się coś, co nigdy przenigdy nie powinno mieć miejsca. 

Zakochałam się w Tobie. 

W tobie, czyli osobie, której nigdy przenigdy nie powinnam kochać właśnie w taki sposób. 

W kim kogo powinnam umieć utrzymać blisko siebie ale bez dużego pragnienia by ta bliskość stała się czymś więcej. 

I chyba właśnie to boli serce najbardziej. 

Bo gdybyś był mi troszkę bardziej obojętny, wszystko wydawałoby się łatwiejsza. 

Mógłbyś odejść, zapomnieć, zamknąć drzwi. 

A jak można dać uciec komuś, kto przez długi czas był dla nas, jak dom?

Jak można nie tęsknić za miejscem, które na nowo nauczyło mnie oddychać? 

Teraz jesteś dla mnie jak światło w oknie, które widzę z daleka, pośród ciemnych domów. 

Wiem, że nie mogę do Ciebie wejść. 

Wiem, że nie powinnam nawet mieć myśli aby spróbować.

Ale mimo to za każdym razem, gdy je widzę, jakaś cząstka mnie chce podejść bliżej.

I właśnie dlatego nazywam tę miłość zakazaną. 

Nie dlatego, że jest bardzo zła.

Nie dlatego, że wyrządzi ona komuś krzywdę.

Ale są granice, których nigdy nie powinnam przekraczać. Są słowa, których nie wolno mi powiedzieć. Są gesty, których być może nigdy nie powinnam próbować wykonać. Są spojrzenia, które utrzymuję być może trochę za długo. Są słowa, które staram się zatrzymać na końcu języka, zanim zdążą wypłynąć z moich ust i stać się czymś więcej niż tylko myślą. 

Czasem patrzę na Ciebie i mam ochotę powiedzieć ,,Zostań" ale zamiast tego mówię ,,Do zobaczenia. Chciałabym móc powiedzieć ,,Tęskniłam" Ale mówię zwyczajne ,,Dobrze Cię widzieć. Chciałabym w końcu powiedzieć ci, że jesteś dla mnie wszystkim ale w zamian mówię ,,Dobrze, że jesteś". 

I chyba na tym polega moja przegrana w tej grze życia. Że każde moje zdanie najpierw musi przejść przez dokładny filtr ostrożności, zanim poleci w Twoją stronę. Muszę kochać Cię ciszej niż kiedykolwiek potrafiłam. O wiele delikatniej niż tak naprawdę bym chciała. Z większym dystansem niż chciałoby mieć moje serce. 

Czasem zastanawiam się czy to wszystko zauważyłeś. Czy dostrzegłeś momenty, gdy moje spojrzenie zostawało na trochę dłużej. Czy słyszałeś drżenie mojego głosu, gdy chciałam powiedzieć Ci coś, co znaczyło więcej niż mogłabym myśleć. Czy kiedykolwiek widziałeś, że za moimi troskami: ,,Uważaj na siebie", ,,Jedź ostrożnie", ,,Zjedz coś", kryje się coś o wiele więcej niż zwykła troska. 

Być może nie. I być może tak jest właśnie lepiej. Bo gdybyś to wiedział, może wszystko stałoby się o 180 stopni inne. A ja nie chce nigdy stracić tego, co udało nam się zbudować. 

Nie chcę aby między nami zjawiła się cisza, która zabrzmi całkowicie inaczej niż nasze dotychczasowe chwile w milczeniu.

Nie chce żebyś zaczął ważyć każde moje najmniejsze słowo.

Nie chce żebyś poczuł się winny za uczucia, których przecież nigdy ode mnie nie wymagałeś. 

Dlatego może ten list zostanie tylko listem, gdzie pozwoliłam sobie na trochę szczerości. Może nigdy nie zostanie nikomu pokazany. Bo tutaj nie muszę udawać. Tu mogę przyznać się przed samą sobą, że często wyobrażam sobie świat, w którym nic nie staje nam na drodze. Świat, gdzie nie muszę obawiać się swoich własnych uczuć. Świat, w którym mogłabym powiedzieć Tobie wszystko to, co teraz ukrywam. Świat, gdzie Twoja dłoń znajduje bezpieczną drogę do mojej. W którym słowo ,my" nie jest czymś, co boje się wypowiedzieć. 

Ale później wracam do rzeczywistości i ta rzeczywistość jest jak zimny wiatr jesienią, wpadający przez niezamknięte okno.

Przypomina mi to, gdzie jestem.

Kim jesteś.

Kim ja jestem.

I czego nigdy nie powinnam pragnąć. 

Więc zostawiam tę miłość właśnie tutaj. Między literami. Między oddechami. Między tym co chciałabym powiedzieć a tym co naprawdę Ci powiem. 

Nie chcę do Ciebie niczego wymagać. Nie chce Cię prosić nawet o odpowiedź. Nie chcę żebyś musiał nieść ten ciężar razem ze mną. 

Chcę tylko, abyś wiedział, że jesteś dla mnie kimś więcej niż przypadkową osobą, którą życie postawiło mi na drodze. 

Jesteś światłem, gdy ogarnia mnie zupełna ciemność. 

Jesteś pokojem po największej burzy. 

Jesteś uśmiechem, gdy bywały dni, kiedy nie wiedziałam jak się uśmiechać. 

Jesteś domem, chociaż nigdy nie wymagałam abyś nim był. 

I chyba to też w tobie bardzo kocham. Że nigdy nie musiałeś robić nic szczególnego, aby stać się dla mnie kimś waznym. Po prostu byłeś. A ja po prostu zaczęłam coś czuć. 

I jeżeli zauważysz, że milknę częściej niż wcześniej, nie dociekaj dlaczego. 

Jeżeli zobaczysz, że szybciej odwracam wzrok, pozwól mi na to. 

Jeżeli któregoś dnia dowiesz się, co próbowałam ukryć między wszystkimi słowami, nie bądź na mnie zły.

Nie wybrałam tego uczucia.

Tak samo jak nie da się wybrać pory deszczu. 

Nie da się wybrać czy dzisiaj będzie zachód słońca.

Nie da się wybrać osoby, przy której serce nabiera nowego rytmu.

Można zdecydować co dalej zrobi się z tym uczuciem, a ja wybieram ciszę. 

Nie dlatego,że jest ona łatwiejsza, ale dlatego, że wolę własny ból niż utrate ciebie. 

I jeżeli kiedykolwiek przeczytasz ten list pamiętaj, że nie oczekuję, że mnie pokochasz. Nie oczekuję od Ciebie żadnej odpowiedzi. Nawet nie oczekuję zrozumienia. Chciałabym tylko powiedzieć Ci prawdę, które nie umiem wypowiedzieć na głos: Kocham Cię. 

Cichutko.

Bez prawa do Ciebie. 

Bez żadnej obietnicy.

Bez żadnych oczekiwań. 

Kocham Cię tak, jak księżyc kocha noc- obecnością, której nie trzeba dotykać z bliska. 

Jak morze kocha brzeg i powraca do niego, chociaż za każdym razem musi się znowu oddalić. 

Jak gwiazda kochająca ciemność, bo tylko dzięki niej może ona jasno świecić. 

I jeżeli ta miłośc pozostanie na zawsze słodkim sekretem, niech nim będzie. Bo nie każde uczucia muszą mieć szczęśliwe zakończenie. Czasem starcza to by były one prawdziwe. 

A ty- ty jesteś moim najpiękniejszym uczuciem, którego nigdy nie powinnam była nazwać. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz