21 sierpnia 2026

Wiersz ,,Pomiędzy nami"

Przyszedłeś do mnie niczym noc,

Która nigdy nie pyta gwiazd o pozwolenie. 

Niczym cichutki deszcz, który spada na miasto,

Gdy mieszkańcy dawno zapomnieli czym jest wiosna. 


I od tamtej właśnie chwili, 

Wszystko zaczęło mieć Twój kształt. 

Przypadkowy cień na ścianie, 

Śmiech, który rozbrzmiewał pomiędzy ścianami, dłużej niż powinien. 


Byłeś, 

Więc musiałam nauczyć się, jak kochać Cię ostrożnie. 

Niczym człowiek, który niesie płomień przez las pełen suchego runa. 

Z dłonią mocno zaciśniętą wokół ognia, aby nikt go nie zobaczył. 

Bo przecież nie wolno...


Te słowa stały między nami, 

Jak mur zbudowany tylko z ciszy.

Jak drzwi, do których zgubiono klucz. 

Chociaż w obu przypadkach po drugiej stronie słychać było własne serce. 


Nie mogę spojrzeć na ciebie, tak jak patrzy człowiek,

Który całe swoje życie spędził w objęciach pustyni. 


Nie mogę pamiętać każdego małego drobiazgu. 

Tego jak przeczesałeś włosy. 

Jak się śmiałeś przy moim najgłupszym żarcie. 

Jak wypowiadałeś moje imię, jakby było ono czymś więcej niż kilkoma literami. 


A jednak to wszystko pamiętam 


Pamięć niestety jest zdradliwa. 

Jest cienka niczym pajęczyna. 

A nocami potrafi wyciągać z zakątków ciemności najmniejsze szczegóły. 


Pamiętam Twoje piękne oczy,

Niczym dwa okna zapalone o północy. 

Chciałam się przy nich zatrzymać chociaż na krótką chwilę,

Wiedząc, że nie są one przecież moim domem. 


Pamiętam Twoje delikatne dłonie.

Tak blisko moich a jednocześnie tak daleko.

Coś jak dwa brzegi tej samej rzeki. 


I czasem tak myślę, że może gdyby świat był inny.

Może gdybyśmy spotkali się w innym miejscu,

O innym czasie,

Pod innymi niebami i gwiazdami.

Może wtedy nasze imiona nie musiałyby stać daleko od siebie,

Niczym słowa, których nigdy nie można połączyć ze sobą. 


Może wtedy mogłabym Ci powiedzieć ,,Zostań"

Ale nie jako ktoś, kto wie moje sekrety a i tak niczego wciąż nie podejrzewa. 


Tylko zostań, jak światło w oknie, którego szuka człowiek, 

Błądząc w ogromnej śnieżycy. 


Ale milczę. 


Bo to wszystko jest delikatne, 

Niczym krucha porcelana, trzymana w mokrych dłoniach. 

Jeden przypadkowy, nieostrożny ruch

I wszystko co zostało zbudowane, mogłoby rozsypać się,

Niczym gwiazdy na ciemnym niebie. 


Więc chowam swoją miłość pod językiem,

Niczym list, którego nigdy nie wyślę. 


Noszę ją głęboko w sobie, jak sekretne miejsce, 

Do którego nie ma na świecie żadnej mapy. 


W tym miejscu chodzę krętymi uliczkami podczas pełni księżyca

I spotykam właśnie Ciebie. 

Takiego, jakiego nigdy nie będziesz widzieć.


Śmiejesz się razem ze mną. 

Siadasz tak bardzo blisko i kładziesz głowę na moim ramieniu.

A ja tam nie muszę udawać, że Twoja bliskość

Nie sprawia, że moje serce chce wywędrować poza ciało. 


Tam nie ma słowa ,,nie wolno"


Tam jesteśmy tylko i wyłącznie my.

Jak dwie iskry, które przez przypadek spadły w to samo miejsce. 


Lecz rano, gdy miasto znowu budzi się do życia,

A słońce przecina ciężkie zasłony,

Ja wracam do rzeczywistości. 

Niczym żołnierz wracający z wojny, o której nikt inny nie wie. 


Uśmiecham się lekko do Ciebie. 

Pytam niewinnie jak Ci minął dzień, jak się czujesz.

Słucham cierpliwie, gdy o tym opowiadasz. 

Mówię ,,cieszę się" chociaż te słowa smakują jak popiół. 


I czasem wspominasz o kimś, kto mógłby Ci dać to,

Czego ja nigdy nie będę mogła. 

A wtedy kiwam głową i próbuje wmówić sobie, że właśnie nie tonę na środku oceanu. 


Bo czego ja mogę chcieć? 


Tylko i wyłącznie Twojego szczęścia


Nawet jeżeli droga do niego, 

Nie jest nijak ze mną połączona. 


Nawet jeżeli będę patrzyła, jak rozkwitasz w ogrodzie,

Do którego ja nie będę mogła wejść. 


Nawet jeżeli któregoś dnia ktoś inny będzie znał ciepło Twoich dłoni,

Będzie codziennie słyszeć Twój śmiech. 

Będzie codziennie mieć cię blisko. 


A ja będę szczęśliwa. 


Bo miłość często nie jest na wyciągnięcie dłoni. 

Czasem to jej cofnięcie. 


Czasami kochać to znaczy stać na brzegu,

I patrzeć jak powoli odpływa łódź, 

W której chciało się być najważniejszym pasażerem. 


Czasami miłość jest niczym księżyc,

Całe życie patrzy on na swoją ukochaną noc ale nigdy nie może jej dotknąć. 


I może właśnie dlatego ona jest taka piękna. 


Bo to, czego nie wolno nam mieć, 

Rośnie w nas podlewane codziennie łzami. 


Każde ,,nie"

Każde ,,to niemożliwe"

Każde przelotne spojrzenie, które trwa dłużej niż powinno. 


Wszystko to zamienia się we mnie w kwiaty. 


Czasami pachną one bólem.

Czasem złudną nadzieją. 

Czasem Twoim imieniem.


A jeżeli kiedyś zapytasz się mnie czy kiedykolwiek Cię kochałam.

Może zaśmieje się i odpowiem ,,przecież jesteśmy przyjaciółmi".

I będzie to prawda.

Tylko niecała. 


Bo prawda zostanie ukryta między słowami,

W miejscu, którego nigdy nie zobaczysz. 


Będzie jak druga melodia, grana podczas pierwszej,

Ale niesłyszalna dla całego świata. 

A mimo to obecna w każdym dźwięku. 


I jeżeli kiedyś spojrzysz na mnie dłużej niż zwykle,

I na moment zabraknie Ci słów. 

Nie pytaj o nic. 

Nie otwieraj tych drzwi. 


Niech to zostanie między nami/

Ta jedna jedyna tajemnica, której nie wypowiemy na głos. 


Bo czasem są miłości, które nie potrzebują pocałunków. 

Są uczucia, które swoje życie muszą spędzić w cieniu. 

I są ludzie, których nie można nazwać ,,naszymi",

Chociaż serce od dawna odmienia ich imię przez wszystkie przypadki. 


Ty właśnie jesteś takim moim słowem. 

Moim najpiękniejszym zakazem.

Moim ,,prawie"

Moim ,,może gdyby".


Moim najbezpieczniejszym domem, do którego nie mam klucza. 

A mimo to, gdy noc zapada nad miastem i wszystkie światła gasną. 

We mnie zostaje to jedno małe okno, które świeci cicho. 


I wiem że za tym oknem jesteś Ty.. 


Więc kocham cię wciąż. 

Bez prawa do wyznania tego. 

Bez obietnicy dobrego jutra. 

Bez pewności, że kiedykolwiek się dowiesz.

Kocham Cię tak, jak noc kocha świt, 

Wiedząc, że nadejdzie moment, w którym będzie musiała zniknąć. 


I może właśnie dlatego ta miłość jest święta. 

Bo niczego nie żąda. 

Tylko istnieje. 


Niczym gwiazda po drugiej stronie nieba. 

Jak muzyka grająca w pustym pokoju.

Jak ślad dłoni, który zostawia się po deszczu. 

Jak serce, które bije w rytmie czyjegoś imienia., 

Nie mogąc nigdy wypowiedzieć go głośno. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz