Czasem myślę, że wpadałeś do mojego życia,
Jak pierwsza gwiazdka po burzowej nocy.
Niby niezauważalnie,
Bez jakiś wielkich słów,
A jednak od tamtej sekundy, noc wydawała się jaśniejsza.
Jesteś tak, jak światło, które rano wpada przez rolety.
Delikatne i cichutkie,
Ale wystarczające silne, by obudzić we mnie to, co od dawna spało.
Jesteś jak ciepły, letni deszcz.
Przychodzisz zupełnie niespodziewanie,
Ale zostawiasz po sobie zapach mokrej ziemi.
I poczucie, że świat stał się chociaż na chwilę piękniejszy.
Kocham Twoją obecność.
Tak, jak morze kocha księżyc.
Mimo, że nie może go dotknąć, nie może go sobie zatrzymać,
Całe wciąż drży na jego światło.
I chyba to samo jest właśnie ze mną.
Bo, gdy mam Cię obok, moje myśli nie biegną jak stado spłoszonych saren.
Siadają spokojnie na polanie i po raz pierwszy napawają się ciszą.
A Twoje słowa są jak kamienie rzucane do jeziora.
Są na tyle małe, że nie wydają się jakby robiły coś dużego.
Kilka zwykłych zdań,
Kilka małych uśmiechów,
Kilka zwyczajnych chwil,
A jednak kręgi po nich utrzymują się na powierzchni długo.
Czasem wystarczy jedno Twoje spojrzenie,
Aby dzień, który był szary od popiołu wygasłego ognia,
Znowu zapłonął jeszcze większym płomieniem.
Jesteś jak piosenka, której nigdy nie słyszałam,
Ale, którą rozpoznaję jak coś, co dawno utraciłam.
Jesteś jak książka, która przypadkiem otworzyła się na idealnej stronie.
Stronie, którą potrzebowałam rano, nie zdając sobie sprawy, że jej szukam.
Jesteś jak ciepło kubka gorącej kawy w zimowy wieczór.
Proste, niepozorne ale potrafiące rozgrzać całą noc.
I może dlatego tak bardzo obawiam się czasu.
Bo czas płynie jak rwąca rzeka,
Nie pyta o pozwolenie.
Zabiera powoli kawałki brzegów.
Zmienia kształt różnych rzeczy.
Oddala od siebie coraz bardziej miejsca, które wydawały się nienaruszone.
A ja chciałabym móc zatrzymać kilka chwil między palcami,
jak malutką kroplę deszczu.
Chwilę, w której się radośnie śmiejesz.
Chwilę, gdy mówisz coś prostego a ja pamiętam to bardziej niż powinnam.
Chwilę, gdy siadamy obok siebie i nie liczy się nic.
Świat może się wciąż rozpadać.
Może płonąć i zamienić się w popiół.
Mi wystarczy to, że wtedy nie jestem sama.
Bo są ludzie, którzy wejdą do Twojego życia niczym wiatr.
Wiatr wpadający w wysokie trawy, poruszający je moment i odlatujący w nieznane.
Są też ludzie, którzy zostają na zawsze, jak rzeka w krajobrazie.
Nie zawsze ich od razu widać.
Nie zawsze nasze myśli są przy nich.
Ale kiedy ich nagle zabraknie, wszystko traci nagle swoje miejsce.
I ty właśnie taki jesteś.
Jesteś, jak północ na mapie, gdzie kierują się wszystkie drogi.
Jak dom, który nie jest z cegieł.
Dom budowany rozmową, śmiechem, milczeniem,
I wszystkimi chwilami, które są dla nas tak bardzo ważne.
Inni uznaliby je za nic takiego,
A dla mnie czasami są całym niebem.
Czasem myślę, czy wiesz ile razy uratowałeś mi mój dzień,
Bez żadnego wielkiego wysiłku.
Czy wiesz, że kilka twoich słów mam w pamięci niczym stare fotografie.
Umiem wracać do nich samotnymi wieczorami,
Jakbym próbowała wrócić do miejsc, gdzie czułam się bezpiecznie.
Nie chce od ciebie żadnej obietnicy.
Nie chce wieczności wyrytej w kamieniu.
Wystarczy mi to, że gdzieś pomiędzy wczoraj a jutro,
Istnieje nasze ,,teraz".
Bo miłość nie jest jak wielki pożar z nieba.
Jest jak lampka zapalona w ciemnym pokoju.
Jak ciepły koc narzucony na zziębnięte ramiona.
Jak dłoń, która nas pociesza gdy cały świat odchodzi.
Może miłość też jest tym, że
Pamiętam twój śmiech przy zwyczajnych rzeczach.
Znam ciszę, która zjawia się między twoimi słowami.
Umiem rozpoznać twój smutek, ubrany w najlepszy uśmiech.
Że chce aby twoje jutro było łaskawsze niż wczoraj.
Że kiedy jesteś szczęśliwy, ja też czuje szczęście.
I nawet jeśli nasze drogi kiedyś się rozdzielą.
Jeżeli życie rozsypie nas po innych miastach, ulicach, porach roku.
Jeżeli pewnego dnia pozostaną po nas tylko wspomnienia,
Wierzę, że gdzieś we mnie zawsze będzie miejsce,
Abyś mógł przyjść i usiąść bez pytania.
Jak jasne światło.
Jak upragniony deszcz.
Jak melodia ulubionej piosenki.
Jak gwiazda, której nie da się złapać ale nadaje nocy większy sen.
I pewnie nigdy nie znajdę słów tak dużych,
Aby wystarczająco powiedzieć Ci ile znaczysz.
Więc zostawiam kilka z nich tutaj,
Między wersami,
Między moimi oddechami.
Bo czasem uczucia nie chcą nazwy.
One chcą po prostu istnieć.
I świecić tak długo, jak długo patrzymy w ich stronę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz