Moi drodzy.
Nie wiem w sumie od czego mogłabym zacząć ten list. Chyba po prostu od tego, że jest mi bardzo przykro.
Przepraszam was bardzo, za to jak się aktualnie zachowuje. Przepraszam za człowieka, nad którym depresja powoli przejmuje kontrolę. Za to, że was ranię, jednocześnie was bardzo kochając. Za to, że się ciągle od was odsuwam, zamykam w swoich czterech ścianach. Za to, że często przestaje odpowiadać, przestaję normalnie rozmawiać, a czasami wręcz zachowuje się jakbyście byli dla mnie obcy.
Nie jesteście..
Ale boli mnie to, że moje zachowanie może wam to sugerować.
Kiedy jest ze mną naprawdę bardzo źle, przestaję sama siebie rozumieć. Codziennie się budzę i od razu jestem zmęczona. Patrzę na was, na ludzi, których kocham i czuję, że jestem dla was ciężarem. Chciałabym normalnie porozmawiać, ale nie mam już na to siły. Chcę być obok was blisko, ale jednocześnie coraz bardziej mam ochotę uciec gdzieś daleko. Chciałabym, żeby ktoś mnie mocno przytulił, ale gdy ktokolwiek wyciąga do mnie dłoń, ja się odsuwam.
I wiem, że dla was musi to być cholernie trudne. Możecie wręcz zastanawiac się, co wy zrobiliście źle.
Chcę żebyście wiedzieli, że to nie jest i nigdy nie będzie wasza wina.
Nie oddalam się, bo was nie kocham. Oddalam się, bo coraz mniej potrafię sama siebie znieść. I wtedy o wiele łatwiej jest mi uwierzyć, że wam wszystkim będzie lepiej, jeżeli po prosu zniknę z waszego życia. To jest naprawdę głupie, wiem o tym. Bo przecież zdaje sobie sprawę, że moje znikanie was też boli.
Wiem, że czekacie na jakąkolwiek wiadomość ode mnie. Wiem, że się martwicie. Wiem, że chcecie za wszelką cenę do mnie dotrzeć i nie rozumiecie dlaczego was próbuje odepchnąć, jeżeli nic złego mi nie zrobiliście.
I was bardzo przepraszam...
Za każdą z takich chwil. Za każde ,,daj mi spokój" kiedy chciałam, żeby ktoś jednak został. Za każde mówienie, że nic mi nie jest, gdy rozpadałam się na kawałki. Za każdą wiadomość, która została bez odpowiedzi ode mnie. Za każde spotkanie, które odwołałam. Za każde słowo, które powiedziałam zbyt ostro. Za chwile, gdy moja własna złość i bezsilność uderzyły w was, chociaż nigdy nie byliście osobami, które na to zasługiwały.
Nie chce tego usprawiedliwiać. Depresja jest wytłumaczeniem wielu rzeczy, ale wiem, że nie sprawi nagle, że wasz ból przestanie istnieć. I dlatego też chciałabym was przeprosić.
Czasem boje się, że przyjdzie dzień, gdy będziecie mieć mnie dość. Że przestaniecie pytać i próbować. Że któregoś dnia stwierdzicie, że może faktycznie ja was nie potrzebuję skoro was tak odpycham.
A ja was potrzebuję i to o wiele bardziej niż umiem powiedzieć.
Potrzebuje mieć świadomość, że są ludzie, dla których jestem kimś więcej, niż własnym smutkiem, chorobą, gorszymi dniami czy rzeczami, których w sobie nienawidzę.
Potrzebuję czuć, że ktoś jeszcze umie zobaczyć we mnie cokolwiek wartego kochania, gdy ja samą siebie nienawidzę.
Wiem, że to naprawdę dużo.
I nie chce was prosić o nieskończone pokłady cierpliwości. Nie chce, żebyście mieli poczucie, że musicie mnie ratować. Nie chce, żebyście przestali myśleć o sobie, bo ja nie umiem zadbać o samą siebie.
Chcę wam tylko pokazać co kryje się za moim milczeniem, chłodem, niechęcią do rozmów czy drzwiami, które nieraz przed wami zamykam.
Po prostu jestem zmęczonym człowiekiem. Przestraszonym. Zagubionym. Takim, który nie wie jak poprosić o pomoc.
Jeżeli więc dalej się od was odsunę, nie bierzcie tego od razu do siebie. Bo może wtedy ja nie będę umiała powiedzieć, że jest mi źle. Nie powiem, że was potrzebuję. Może wtedy będę umiała jedynie milczeć, ale pamiętajcie, że nawet to milczenie nie oznacza braku miłości do was.
Kocham was.
Nawet wtedy, gdy sama nie umiem siebie kochać. Wtedy, gdy nie odpisuje na wiadomość. Wtedy, kiedy się złoszczę o byle głupotę.
I boje się strasznie, że was w końcu stracę.
Dziękuje, że byliście zawsze, nawet gdy ja nie umiałam tego przyjąć. Dziękuje za każdą próbę rozmowy ze mną, za każde pytanie czy gest, którego może nie skomentowałam, ale widziałam, że był.
Nie wiem ile jest jeszcze przede mną trudnych dni. Nie wiem ile razy będę musiała uczyć się siebie na nowo. Ale chce dalej próbować.
Chce nauczyć się mówić, że jest mi źle, zamiast zamykać się w sobie.
Chcę nauczyć się przyjmować miłość, zamiast ją od siebie odpychać.
Chce nauczyć się was nie ranić, nawet wtedy, gdy sama czuje się zraniona.
Nie obiecuję, że będzie mi łatwo ale obiecuję, że będę próbować.
A jeżeli kiedyś zapomnę, że kogoś mam, przypomnijcie mi proszę, że nie muszę przez to wszystko przechodzić sama.
Przepraszam za każdą chwile, gdy mój ból stał się waszym bólem.
I dziękuje, że mimo to dalej jesteście.
Nie wiem czy kiedykolwiek będę w stanie wam powiedzieć, ile to dla mnie znaczy. Ale próbuje. Właśnie tym listem to próbuję.
Kocham Was.
Naprawdę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz