Powiedz mi skarbie dzisiaj,
Ile waży naprawdę to, czego nie chcesz pokazać.
Czy można wiecznie nosić na barkach całe niebo,
I ciągle udawać, że jest to tylko koc?
Schowałam dzisiaj do kieszeni swoją burzę,
Nie chce by ktokolwiek zobaczył, że z niej pada.
Pytali mnie, czy wszystko dobrze
A ja uśmiechałam się na tyle długo,
Że sama uwierzyłam, że to prawda.
Pokaż mi swoje miejsce, które boli.
Nie chce go na siłę naprawić.
Czasem wystarczy, że ktoś usiądzie obok,
Nie powie ani słowa,
Dopóki ta cisza nie przestanie być ciężarem.
Noszę codziennie na sobie zbroję.
Zbudowaną z kłamstw:
,,Nic mi nie jest"
,,Poradzę sobie sama"
,,Nie potrzebuję pomocy"
Każda kolejna warstwa coraz mnie przypomina ochronę,
A coraz bardziej przypomina więzienie.
Nauczyłam się, jak mogę zniknąć
Nie wychodząc nawet z pokoju.
Nauczyłam się siedzieć między ludźmi
A jednocześnie być od nich tak daleko.
Nauczyłam się śmiać wtedy, gdy nawet coś boli.
Podobno o wiele łatwiej kochać kogoś,
Kto potrafi się śmiać,
Niż tego, kto potrzebuje pomocy.
A ciemną nocą wszystko znika.
Wszystkie maski spadają z hukiem na podłogę.
Zostaje tylko ja.
Ja i moje myśli, które nie chcą ucichnąć.
Boje się, że przestanę w końcu być potrzebna.
Że moje imię wyblaknie jak tusz.
Dlatego dzisiaj marzę głośno-
o jasnych światłach,
o scenie,
o czymś wielkim.
O czymś, co pokaże mi, że jednak tu żyłam.
Ludzie ciągle patrzą ale nigdy nie widzą.
Mówią za plecami o nas,
Ale nigdy nie pytają, co naprawdę jest pod skórą.
Jeżeli dzisiaj mnie spotkasz-
Nie pytaj mnie głupio, czy jestem silna.
Usiądź po prostu obok i posłuchaj...
Bo może pod tym całym hałasem,
Pod całą otoczką,
Jest ktoś, kto od dawna czeka na słowa:
,,Nie musisz ze wszystkim już być sama"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz