30 września 2026

Wiersz ,,Nauczyłaś mnie żyć"

 Nie pamiętam już dnia,

W którym przestałem czekać na coś dobrego. 


Po prostu chyba któregoś dnia

Przestałem całkiem wierzyć,

Że jutro może być lepsze od dzisiaj. 


Budziłem się rano,

Zasypiałem wieczorem.

Mijałem kolejne dni, jak cień własnego życia. 


Ale wtedy przyszłaś Ty. 


Nie obiecałaś mi całego świata.

Nie kłamałaś, że nigdy już nic nie zaboli.

Po prostu ze mną zostałaś.


I do końca nie wiem, jak to zrobiłaś

Ale przy Tobie coś zaczęło wracać do mojego życia. 


Najpierw pojawiło się coś małego-

Uśmiech, który pojawiał się nieświadomie. 

Później głośny śmiech,

Który zaskoczył mnie samego.

Z czasem przyszła wielka tęsknota.

Bolała. 

Ale była jasnym dowodem na to, 

Że wreszcie na kimś mi zależy. 


I pewnego dnia dotarło do mnie,

Że znowu chce mi się żyć. 

Nie tylko istnieć.

Nie tylko dotrwać do kolejnego dnia.

Żyć. 


Chce widzieć z Tobą zachody słońca.

Chcę zwiedzać miejsca, których nie znamy.

Chcę słuchać Twojego śmiechu,

Znać z tobą milion zwyczajnych chwil.

I pamiętać to wszystko lepiej niż ulubioną piosenkę. 


Chcę doczekać z Tobą przyszłości,

Nawet jeżeli nie wiem, jak będzie wyglądała. 


Pierwszy raz od bardzo dawna,

Nie przeraża mnie jutro. 

Przeraża mnie za to myśl, 

Że mogłoby cię w nim nie być. 


Byłaś we mnie nawet wtedy,

Gdy sam dla siebie nie umiałem być dobry. 

Zobaczyłeś we mnie blask światła,

Gdy ja widziałem tylko ciemność. 


Może nigdy nie zrozumiesz ile dla mnie znaczyło:

jedno Twoje spojrzenie,

Jedno zdanie ,,jestem obok",

Jedno mocne przytulenie.

To wszystko mówiło mi więcej

Niż tysiące słów. 


Nie naprawiłaś całego mojego świata.

Naprawiłaś we mnie wiarę, 

Że na tym świecie jest jeszcze coś warte przeżycia. 


I jeżeli kiedyś zapytasz,

Czym jesteś w moim życiu-

Nie powiem Ci, że wszystkim.

Bo wszystko to nadal za mało.


Powiem za to, że jesteś powodem,

Dla, którego chce otwierać oczy rano. 

Powodem dzięki którym,

Przyszłość przestała mieć pustą kartkę. 

Powodem dla którego,

Znowu staram  się pokochać życie. 


29 września 2026

Wiersz ,,Nie gaś światła"

 Nie gaś tylko światła.

Chcę widzieć, gdy na mnie patrzysz. 

Chcę widzieć ciszę między nami,

Przerywaną jedynie głębszymi oddechami.


Podejdź do mnie bliżej.

Nie pytaj głupio czy możesz.

Moje milczenie od dawna oznacza ,,tak".


Spraw by Twoje dłonie odnajdowały powoli drogę.

Każde ich muśnięcie znaczy więcej niż tysiąc słów. 

Chcę poczuć dreszcz idący przez skórę,

Gdy jesteś tak blisko mnie. 

Trudno wtedy udawać, że serce jest spokojne. 


Całuj mnie namiętnie tak,

Żebym zapomniała, gdzie jest granica

Między nocą a pragnieniem. 


A potem  już tylko zostań.

Bliżej mnie.

Jeszcze bliżej.


Bo to są chwile, gdy człowiek nie chce niczego.

Chce tylko drugiego człowieka,

I ciszę między wspólnymi oddechami. 

28 września 2026

Wiersz ,,Nie mów nic"

 Nie mów żadnego słowa. 

Kocham, gdy między nami panuje cisza. 

Gdy nie ma żadnych słów. 


Jest tylko twój oddech.

Patrzysz wtedy na mnie jak na coś,

Czego powinnaś unikać. 


Przychodzisz zawsze późno.

Traktujesz noc jak wymówkę.

Zostawiasz swój świat za drzwiami mieszkania. 

Zostawiasz tam jego wiadomości,

Jego natarczywe pytania,

Zostawiasz niepewne ,,jutro". 


U mnie jesteś inna. 


Rozpuszczasz swoje rude włosy,

A razem z nimi wszystkie swoje zasady. 

Podchodzisz do mnie powoli.

Tak blisko, że oboje wiemy, że dzieli nas jeden krok

Od czego, od czego nie ma już odwrotu. 


Nie pytasz mnie, czego chcę. 

Ty to wiesz. 

A ja w zamian nie pytam dlaczego wciąż wracasz.

Ja to wiem. 


Kocham noce, w których nie ma większych uczuć,

Ale wciąż zostawiają one ślad po sobie. 


Twoje delikatne palce...

Zaciskasz je na mojej koszulce,

Jakbyś próbowała zatrzymać chwilę. 

Nie zatrzymuj.

Niech ona dalej płynie. 

Niech rano zdejmie z nasz wszystko,

Oprócz tego uczucia pod skórą,

Które zostanie z nami na długo. 


Rano ubierzesz znowu się w ciszę i spokój.

Spojrzysz na telefon.

Znowu będziesz tą osobą,

Którą wszyscy znają. 

A ja stanę się tylko wspomnieniem,

Które nie będzie ważne w żadnej historii. 


Czasem przypomnisz sobie znowu tę noc.

I pomyślisz, że chciałabyś przeżyć ją znowu.

I wrócisz.

Bo niektóre granice są po to,

Aby ciągle je przekraczać. 

27 września 2026

Wiersz ,,Druga strona drzwi"

 Nie myśl teraz, dokąd wrócisz rano,

Skoro nie masz pewności, czy chcesz wrócić.


Połóż telefon na stole,

Odkręć go do dołu ekranem.

Niech przez te kilka godzin,

Świat całkowicie o nas zapomni. 


Zawsze przychodzisz bez obietnic,

Wychodzisz bez zbędnych słów. 

A między nocą a porankiem,

Gubimy zdrowy rozsądek razem z ubraniami na podłodze. 


Mówisz, że to tylko jedna noc.

Ja odpowiadam pewnie, że wiem.

Ale wtedy patrzysz na mnie

O jedną sekundę za dużo.


Lubię tą wersję siebie, która się tutaj pojawia. 

Bez grzecznych odpowiedzi. 

Bez głupich zasad. 

Bez zbędnych pytań czy nam wolno. 


Za drzwiami mieszkania czeka normalne życie.

Tutaj jestem niczyja. 

Tutaj twoje imię brzmi całkowicie inaczej. 


Przesuwasz delikatnie dłonią wzdłuż mojej szyi.

Jakbyś sprawdzał, czy naprawdę jestem. 


A ja jestem.

Być może za blisko.

Być może za późno.

Być może dokładnie tak, jak chcesz. 


A później jest cisza.

Ta najgorsza cisza. 

Bo oboje wiemy, że rano będzie tak,

Jakby nic nigdy się nie wydarzyło. 


Ty wrócisz do swojego świata. 

Ja zostanę po swojej stronie przepaści. 


Ale wiem, że gdy najdzie znowu noc,

Przypomnisz sobie wszystko.

Moje delikatne ręce.

Mój głos mówiący twoje imię.

I tę chwilę, gdy żadne z nas nie chciało być poprawne. 


Nie mów, że to miłość.

Nie mów, że to błąd.


Są po prostu rzeczy,

Które są abyśmy mogli je powtarzać ciągle.

Wmawiając sobie, że to ostatni raz. 

26 września 2026

Wiersz ,,Nie wiedziałam"

 Nie byłam świadoma Twojego istnienia. 

I to chyba boli mnie najbardziej.


Przez kilka tygodni nosiłam Cię tuż pod sercem,

Ale żyłam tak, jakby świat był zupełnie normalny.

Piłam rano ulubioną kawę.

Śmiałam się głośno.

Planowałam przyszłość.

Nie wiedziałam wtedy jeszcze, 

Że moje serce jutro miało pęknąć na kawałki.


A później przyszła krew. 


Uznałam ją za coś normalnego.

Za kolejny dzień, który musi minąć. 

Nie byłam świadoma, że wtedy żegnam kogoś,

Kogo nie zdążyłam nawet poznać. 


Dopiero później serce dowiedziało się, 

Że mogłeś tam być.

I nagle poprzedni dni zmieniły swoje znaczenie.


Tamta poranna kawa.

Tamten wieczorny spacer. 

Tamta noc, 

Gdy bez powodu moja dłoń powędrowała na brzuch.

Tak jakby ciało wiedziało przede mną. 


Nie miałam szansy pokochać cię świadomie.

Ale gdy się dowiedziałam, że zniknąłeś,

Życie zabrało mi coś,

Czego nawet nie umiem nazwać.


Trochę dziwne uczucie-

Płakać za kimś, kogo nie było na ziemi. 

Nikt nie pyta o imię.

Nikt nie składa kondolencji.

Nikt nie wie. 


Świat idzie dalej na przód.

Bo dla świata, nic wielkiego się nie stało.


Tylko ja od tamtego dnia wiem,

Że byłeś chociaż przez chwilę. 


Nie zdążyłam powiedzieć Ci ,,zostań". 

A wiesz co boli najbardziej?

Że nie dostałam nawet szansy,

Żeby wiedzieć, że powinnam Cię próbować zatrzymać. 

25 września 2026

Wiersz ,,Nie zdążyłam Cię poznać"

 Wiesz co jest najgorsze?

Że nawet nie mam wspomnień,

Które mogłam utracić bezpowrotnie. 


Nie znam nadal koloru twoich oczu.

Nie wiem jak brzmiałby twój śmiech.

Nie wiem czego byś się bał.

Nie wiem czy spałbyś wtulony we mnie,

Czy kiedykolwiek usłyszałabym od ciebie ,,kocham cię",

Takie zwyczajne-

Od, którego pękłoby mi serce z radości. 


Ale mimo braku tego wszystkiego,

Tęsknie. 


A jak można tęsknić za kimś,

Kto nawet minuty nie był w moich ramionach? 


Moje ciało było dla Ciebie pierwszym domem.

W jednej sekundzie stało się miejscem,

Z którego wyszłam z pustymi rękami. 


Wciąż pamiętam krew. 

Nie chce jej pamiętać.

Ale głowa nie daje o niej zapomnieć. 


Pamiętam moment, gdy zgasła nadzieja. 

Gdy to wszystko przestało być przyszłością,

A zostało czymś, co trzeba posprzątać z podłogi. 


Wszyscy mówią, że jeszcze będzie czas. 

Jakby czas miał zapełnić pustkę po Twoim imieniu.

Jakby kolejne dziecko zostało gumką, 

Która wymaże bolesną przeszłość. 


Ale ja nie chce Cię zastępować.

Chcę cię tylko raz przytulić.

Choćby we śnie. 

Choćby miało to trwać sekundę.


Tak bardzo mi przykro, 

Że moje ciało nie zdołało Cię utrzymać. 


Wiem, że to nie była moja wina.

Wiem to...


Ale za każdym razem, gdy szukam winnego-

Serce wskazuje mnie. 

24 września 2026

Wiersz ,,Cisza"

 Pojawiłeś się w moim życiu tylko na chwilę.

Niczym światło, które wpadło nie do tego okna. 


Zdążyłam nauczyć się, że istniejesz,

Nie znając nawet twojej twarzy. 


Szeptałam do ciebie, żeby cię nie straszyć. 

Kładłam dłoń na brzuchu,

Chcąc cię już pogłaskać. 

Czułam się, jakbym była drzwiami,

Za którymi niedługo zacznie się życie. 


Aż ciało nagle powiedziało ,,nie".

Zdążyło odpowiedzieć zanim serce

W ogóle zrozumiało pytanie. 


Została mi tylko cisza. 


Ale nie taka zwyczajna. 

Nie taka jak po wyłączeniu muzyki. 

Ale cisza, która waży tonę 

I codziennie w nocy kładzie się obok mnie. 


Nie było nam dane zobaczyć Twoich oczu,

A ja i tak za nimi tęsknię. 

Nikt nie usłyszał jeszcze Twojego głosu,

A ja mogę obiecać, że czasem go słyszę. 


Miałam dla ciebie przygotowane miejsce.

W moich ramionach.

W moim imieniu.

W naszych przyszłych porankach.


Ale te miejsca teraz są puste. 


Najbardziej nie boli chyba to, 

że cię bezpowrotnie straciłam.

Najbardziej boli to, że świat chciał żebym uwierzyła,

Że naprawdę będę Ciebie miała. 

23 września 2026

Wiersz ,,Kotwica"

 Jestem pod taflą wody.

Nie pamiętam już, jak długo.

Nie wiem kiedy przestałam widzieć brzeg. 

Fale cały czas zabierają mój oddech.

Zabierają wszystkie myśli,

jedna po drugiej.

Nie wiem czy jeszcze desperacko płynę,

czy już powoli tonę. 


Mówiłeś mi, że dam radę.


A ja uporczywie trzymam się tych słów,

jak zimnego metalu kotwicy podczas sztormu.


Nie mam już w sobie siły.

Ale wciąż się trzymam.

Wciąż jeszcze jestem.


Wszystko we mnie krzyczy, że powinnam puścić.

Ale słyszę, jak mówisz moje imię. 

Nie jakoś głośno,

Ale wystarczająco, żebym wiedziała, że nie muszę być silna.

Mogę opaść na dno.

Mogę bać się czerni oceanu.

Mogę przyznać się, że mam dosyć walki.

A ty wciąż będziesz.


Jesteś jak kotwica rzucona w głęboką wodę.

Nie zatrzymasz sztormu.

Nie sprawisz, że fale przestaną boleć. 

Ale nie pozwolisz mi odpłynąć. 


Gdy wstyd zaciska mi gardło, ty wyciągasz mnie spod wody.

Gdy mówię, że nie dam rady- nie pytasz o powód. 

Zawsze jesteś. 

I to mi wystarcza w pełni.


Deszcz dalej może padać.

Niech pada tak, aż zaleje ulice

a niebo całe przysłoni się szarymi chmurami. 

Ja już nie boję się wody. 

Bo wiem, że pod jej taflą, jest twoja dłoń. 


Jeżeli znowu zacznę tonąć,

Nie przypominaj mi, że umiem dobrze pływać. 

Nie puszczaj po prostu mojej ręki.

Proszę.


Nie dlatego, że jestem słaba. 

Ale nie chce dźwigać wszystkiego w pojedynkę. 


Gdy nie widzę już brzegu,

A noc powoli zlewa się z wodą w całość-

Chcę wiedzieć, że nawet gdy tonę,

Ty przybędziesz by mnie ocalić.


Więc trzymaj mnie. 

Jeszcze tylko chwilę. 

Jeszcze tylko przez jedną falę.

Aż w końcu uda mi się stanąć na brzegu i zrozumiem wszystko. 

Zrozumiem, że nie tylko mnie uratowałeś,

Ale też nauczyłeś mnie wracać do samej siebie. 


22 września 2026

Wiersz ,,Nie umiem Cię pochować"

 Kwiaty od ciebie umarły w przedpokoju.

Nie chcę ich wyrzucać.

Dlaczego?

Nie wiem.

Może dlatego, że łatwiej spojrzeć na martwe kwiaty,

niż w końcu oswoić się z myślą, że to ty jesteś martwy. 


Ludzie wciąż do mnie przychodzą.

Mówią do mnie szeptem, jak do dziecka.

Dotykają delikatnie moich barków. 

Mówią, że będzie dobrze. 


Wiem, że kłamią.

Może nie z powodu złej woli.

Ale wiem, że nie potrafią powiedzieć nic innego osobie,

która nagle została z połową życia. 


Widzę Cię wciąż wszędzie. 

W drzwiach do pokoju.

W odbiciu lustra.

Na zatłoczonej ulicy.

Czasem potrafię uwierzyć, że naprawdę tam jesteś. 

A później znowu wszystko tracę na nowo. 


Nie piję już kawy odkąd Ciebie nie ma. 

Nie dlatego, że przestała mi smakować. 

Ale przypomina mi ona, jak ją piłeś. 

I wtedy kawa ma smak pogrzebu. 


Myślałam, że mamy jeszcze dużo czasu.

Tak mi się wydawało.


Tyle niewypowiedzianych rozmów.

Tyle spokojnych nocy.

Tyle kłótni o głupotę, które zakończyć się miały

,,dobranoc"

Ale się nie skończyły.

Już nigdy nie skończą. 


I chyba to jest najgorsze, wiesz?

Nie śmierć.

Ale to wszystko, co miało się wydarzyć 

i już nigdy się nie wydarzy. 


Mówią głupio, że czas leczy rany.

Nie leczy.

On tylko sprawia, że człowiek przyzwyczaja się, 

że krwawi,

że boli. 


Bo najpierw boli cały czas.

Potem boli tylko rano.

Później tylko wieczorem. 

Z czasem tylko momentami.

A później nagle ogarnia cię wielka radość

i czujesz wyrzuty, że przez chwile poczułeś się dobrze. 


To jest tak, jakbyś zdradzał zmarłego samym oddychaniem.


Byłam zawsze silna.

Tak przynajmniej mi mówili.

Ale teraz nie jestem.


Stałam się kimś, kto otwiera drzwi 

i liczy przez sekundę, że przez nie wejdziesz. 

Kimś, kto odwraca głowę słysząc twoją ulubioną piosenkę. 

Kimś, kto wie, że ciebie nie ma,

Ale nie umie tego przetłumaczyć sercu.


Nie wiem czy człowiek może umrzeć od złamanego serca. 

Ale wiem, że można żyć tak, jakby się umarło. 


Wiesz czego się boje?

Że któregoś dnia nie wyleję już żadnej łzy za tobą.

Że kwiaty w końcu wyrzucę do kosza.

Że wrócę do picia kawy, bo przestanie boleć.

Że nauczę się na nowo żyć. 

A wtedy będę musiała się przyznać, 

Że świat dalej umie iść bez Ciebie. 

21 września 2026

Wiersz ,,Kwiaty na korytarzu"

 Bukiet kwiatów na korytarzu umarł po cichu.

Nikt go wciąż nie wyniósł. 

Tak jakby mógł przypomnieć sobie, jak wygląda wiosna. 


One stoją wciąż tam- suche, mocno pochylone. 

Wyglądają dokładnie jak ja, 

od momentu, gdy nie ciebie nie ma obok. 


W domu nadal wszystko ma Twój kształt. 

Twój ulubiony kubek na stole,

Cień gdzieś przy oknie,

Promienie słońca wpadające rano

i oświetlające miejsce, gdzie kiedyś był twój głos. 


Ludzie wciąż mówią, że będzie dobrze.

Przynoszą te słowa staranie spakowane, 

jak najdelikatniejszy prezent na świecie. 


Ja udaję, że im wierzę. 

Kiwam głową na potwierdzenie. 


Ale później zostaje już całkiem sama. 

Na nowo muszę nauczyć się żyć

w miejscu, które pamięta Ciebie tak dokładnie, jak ja. 


Widzę cię wciąż w zatłoczonych ulicach,

W przypadkowych odbiciach w szybach,

W naszych starych, wspólnych zdjęciach. 

To wszystko zatrzymało chwile, 

Które miały dla nas trwać wiecznie. 


Kawa rano przypomina mi o Twojej nieobecności.

Od tamtej pory, nie smakuje już jak kawa.

Teraz ma smak wszystkiego, co nie wyszło z naszych ust. 


Mieliśmy jeszcze tyle historii do napisania..

Tyle ,,później"

Tyle ,,zobaczymy"

Tyle dni, które miały się jeszcze wydarzyć. 


I chyba najbardziej nie boli mnie cisza po tobie. 

Boli mnie przyszłość bez Ciebie. 


Zawsze byłam silna. 

Tak każdy mówił. 

A teraz?

Teraz muszę zebrać się z podłogi,

gdzie leżę potłuczona mocniej niż szkło.

Nie wiem czy z tych odłamków da się zbudować coś,

co będzie przypominać człowieka. 


Mówią wszyscy, że czas leczy rany.

Może i faktycznie tak jest. 

A może po prostu on uczy nas dotykać ran tak,

aby nie wydać z siebie żadnego krzyku?


Chcę nauczyć się żyć na nowo.

Bez czekania wciąż na ciebie. 

Chcę wypić spokojnie kawę,

I nie szukać cię w jej gorzkim smaku. 

Chcę nauczyć się kochać na nowo,

bez poczucia winy, że kocham kogoś kto nie wróci. 


Może któregoś dnia przejdę obok tych kwiatów.

Może już zapomnę dlaczego ich nie wyrzuciłam.

Nie oznaczy to, że zapomniałam o Tobie. 

Ale może w końcu nauczyłam się żyć z tym,

Że ciebie już nigdy nie będzie.