Nie byłam świadoma Twojego istnienia.
I to chyba boli mnie najbardziej.
Przez kilka tygodni nosiłam Cię tuż pod sercem,
Ale żyłam tak, jakby świat był zupełnie normalny.
Piłam rano ulubioną kawę.
Śmiałam się głośno.
Planowałam przyszłość.
Nie wiedziałam wtedy jeszcze,
Że moje serce jutro miało pęknąć na kawałki.
A później przyszła krew.
Uznałam ją za coś normalnego.
Za kolejny dzień, który musi minąć.
Nie byłam świadoma, że wtedy żegnam kogoś,
Kogo nie zdążyłam nawet poznać.
Dopiero później serce dowiedziało się,
Że mogłeś tam być.
I nagle poprzedni dni zmieniły swoje znaczenie.
Tamta poranna kawa.
Tamten wieczorny spacer.
Tamta noc,
Gdy bez powodu moja dłoń powędrowała na brzuch.
Tak jakby ciało wiedziało przede mną.
Nie miałam szansy pokochać cię świadomie.
Ale gdy się dowiedziałam, że zniknąłeś,
Życie zabrało mi coś,
Czego nawet nie umiem nazwać.
Trochę dziwne uczucie-
Płakać za kimś, kogo nie było na ziemi.
Nikt nie pyta o imię.
Nikt nie składa kondolencji.
Nikt nie wie.
Świat idzie dalej na przód.
Bo dla świata, nic wielkiego się nie stało.
Tylko ja od tamtego dnia wiem,
Że byłeś chociaż przez chwilę.
Nie zdążyłam powiedzieć Ci ,,zostań".
A wiesz co boli najbardziej?
Że nie dostałam nawet szansy,
Żeby wiedzieć, że powinnam Cię próbować zatrzymać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz