Drogi przyjacielu,
Piszę ten list do Ciebie o godzinie, gdy noc jest już za bardzo zmęczona by być nocą, ale świat nadal nie odważył się, by nazwać siebie dniem. Po prostu świat jakby zawisł między oddechami. Pomiędzy jednym uderzeniem serce i drugim. A ja po prostu siedzę przy oknie i patrzę, jak wiatr nieśmiało przesuwa się po pustej ulicy.
Do końca nie wiem czy ten list jest już pożegnalny, czy może tylko jest to próba wyrzucenia z siebie kilku słów, by nikt o nich nie zapomniał.
Długi czas próbowałam wierzyć, że człowiek jest sumą swoich własnych wspomnieć. Ale jeżeli jest to prawda, to noszę najwyraźniej w sobie całe miasta, których dawno już nie ma. Ulice z mojego dzieciństwa. Stare ławki, na których siedziałam, rozmawiając godzinami. Wszystkie rozmowy, o których już nikt nie pamięta. Nikt poza mną. To wszystko istnieje już tylko we mnie, niczym stare fotografie w albumie schowanym gdzieś na dnie szuflady.
Pamiętasz tamten dzień? Powietrze ciągle było ciężkie od kurzu ulicy i nieśmiałego słońca. Wydawało mi się wtedy, że życie być może dla mnie się dopiero zaczyna. Że może trwać do końca. Śmialiśmy się wtedy razem z rzeczy, których dzisiaj nie umiem nawet przywołać do pamięci. Byliśmy w tamtej chwili bogaci w czas, nie mając nic poza nim.
I dzisiaj myślę o tym dosyć często.
Nie dlatego, że tęsknie za przeszłością. Po prostu tęsknie za człowiekiem, którym wtedy byłam.
Po prostu czuję, że po drodze gdzieś się zgubiłam. Gdzieś pomiędzy obowiązkami, przykrymi porażkami i dniami, które były tak podobne do siebie, że zlały się w jeden, długi dzień. Budziłam się rano i wykonywałam wszystkie moje obowiązki. Uśmiechałam się, gdy tego oczekiwano. Odpowiadałam ,,jest okej", gdy dostawałam pytanie o samopoczucie.
Ale z roku na rok coraz bardziej czułam się, jak dom, z którego juz dawno wszyscy się wyprowadzili.
Dookoła stały solidne ściany ale wewnątrz hulała pustka.
Nie piszę tego by wywołać współczucie. Nie chce też, abyś szukał przez to winnych osób. Po prostu czasami życie nie rozpada się z jednym, wielkim hukiem. Czasami ono kruszy się po cichu. Dzień po dniu. Aż pewnego dnia człowiek stoi po prostu wśród ruin tego, co do niedawna było jego światem.
Ale wiesz co boli mnie najbardziej? Że mimo wszystko ja nadal umiem dostrzec piękno. Widzę je wszędzie.
W świetle latarni, które odbijają się od mokrych ulic. W zapachu świeżego deszczu i burzy. W muzyce, która unosi się dookoła mnie. W przypadkowym uśmiechu od nieznajomej osoby.
Piękno dla mnie nigdy nie zniknęło. Po prostu ja chyba przestałam do niego należeć.
Przez te wszystkie lata nauczyłam się, że ludzki los jest naprawdę kruchy. Wystarczy kilka słów, które zostały wypowiedziane zbyt późno lub nie zostały powiedziane w ogóle. Wystarczy kilka drzwi, które zostały zamknięte zbyt wcześniej. Wystarczy jedna, jedyna decyzja, które nie da się już cofnąć.
Ale mimo tego wszystkiego, ludzie nadal mają siłę by iść na przód.
Ty również. I mam ogromną nadzieję, że zawsze będziesz miał w sobie siłę by tak było.
I jeżeli kiedyś będziesz chciał lub musiał mnie wspominać. Nie pamiętaj mnie proszę takiej, jaką teraz jestem. Zapamiętaj mnie jako dziewczynę, której śmiech niósł się echem. Kogoś, kto wierzył, że można naprawić czyjś świat rozmową przy kawie. Kogoś kto codziennie zachwycał się zachodem słońca, jakby widział go po raz pierwszy i ostatni w życiu.
Bo właśnie tamta osoba była najprawdziwszą wersją mnie. Być może bardziej prawdziwszą niż ta, która pisze ten list.
Noc powoli zaczyna ustępować świtowi. Za oknem zaczyna przebijać się jasność nieba. Ptaki znowu zaczynają ćwierkać, jak gdyby nigdy nic nie zostało utracone. Czasem podziwiam ich upór.
Czy to nie dziwne, że każdego dnia świat się dla kogoś kończy a mimo to świat nadal przychodzi punktualnie. Bez zbędnego zastanowienia i słów.
Może to jest właśnie tajemnica świata? Nie polega ona na wieczności ale na tym aby umieć zaczynać od nowa?
Nie wiem i być może nigdy się już tego nie dowiem. Ale dziękuje Ci za wszystkie chwile, które potrafiły zapalić we mnie nadzieję, że nie jestem sama.
To jest więcej niż mogę wyrazić słowami.
Twoja przyjaciółka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz