Nie wiem od jakich słów, bym mogła zacząć.
Czy od dnia, w którym Cię poznałam?
Od naszej pierwszej, nieśmiałej rozmowy?
Od momentu, gdy po raz pierwszy zrozumiałam,
Że mam obok kogoś, kto nie odejdzie, gdy będzie trudno?
A może mam zacząć od ciemności?
Bo zanim wszedłeś w moje życie,
Miałam czas, którego nie chce wspominać.
Czas bezsennych, długich nocy i jeszcze dłuższych myśli.
Czas, gdy kolejny mój dzień był cięższy od poprzedniego.
Miałam w sobie zmęczenie, którego nie było po mnie widać.
Nosiłam smutek, o którym nie chciałam nikomu mówić.
Nosiłam strach, który każdego dnia rósł po cichu,
Karmiony samotnością, zwątpieniem i łzami.
Cały świat widział mój uśmiech.
Cały świat słyszał moje pewne:
,,Wszystko jest okej"
,,A dobrze leci"
,,Nie masz o co się martwić"
Ale Ty usłyszałeś więcej.
Usłyszałeś moją ciszę, pomiędzy potokiem słów.
Zobaczyłeś zmęczenie, ukryte pod tonami żartów.
Widziałeś we mnie pęknięcia, których inni nie byli w stanie zauważyć.
Nigdy nie odwróciłeś od tego wzroku.
Nie udałeś, że nie widzisz.
Nie pytałeś, bo tak wypada.
Pytałeś, bo Ci zależało, żeby wiedzieć.
I dzisiaj wciąż o tym myślę.
O tych wszystkich chwilach, które były z pozoru zwyczajne.
Kilka zwykłych wiadomości.
Kilka dłuższych rozmów.
Kilka słów zwykłego wsparcia.
Kilka godzin, które poświęciłeś osobie,
Która sama nie wierzyła, że jest czegoś warta.
Ale ty wierzyłeś nawet, gdy ja nie umiałam.
Wciąć pamiętam dni, które były bezsensu.
Pamiętam poranki, w które wstawałam od razu zmęczona.
Pamiętam wieczory, które chciałam spędzać w ciszy.
Ale pamiętam też Ciebie.
Zawsze będącego gdzieś obok.
Nie próbowałeś naprawić całego mojego świata.
Nie obiecywałeś mi rzeczy niemożliwych.
Nie kłamałeś, że będzie wszystko idealne.
Po prostu byłeś obok.
A czasami to jest jedyne, czego człowiek potrzebuje.
Bo są takie rany, których nie uleczysz żadnymi radami.
Są burze, których nie uciszysz słowami.
Są chwile, w których człowiek nie chce odpowiedzi.
Potrzebuje obecności.
I Ty właśnie byłeś tą obecnością.
Byłeś jak jasne światło w domu, do którego wraca się po ciężkim dniu.
Byłeś, jak gwiazda na niebie, która pokazuje kierunek, gdzie zmierzać.
Byłeś jak ciepły ogień zimą, gdy wszystko inne jest lodowate.
Nie wiem czy jesteś w stanie wyobrazić sobie,
Ile razy ratowałeś mnie przed upadkiem.
Mogłeś nawet tego nie zauważyć.
Może dla Ciebie to były tylko zwykłe rozmowy.
Zwykłe codzienne słowa.
Zwykłe ludzkie gesty.
Ale dla mnie to było coś więcej.
Byłeś dla mnie nadzieją, ale taką prawdziwą.
Nie tą z książek czy romantycznych filmów.
Nie tą wielką i najgłośniejszą.
Lecz cichą, powolną nadzieją.
Która pojawia się, jak promień słońca, przebijający chmury.
Która jest jak pierwszy oddech po duszeniu się.
Jak pierwsza gwiazda na zupełnie czarnym niebie.
To dzięki Tobie nauczyłam się,
Że nawet najgorsza chwila nie jest wieczna.
Że nawet człowiek zgubiony wśród gęstego lasu,
Może w końcu odnaleźć drogę.
Że można upaść na samo dno, raniąc kolana,
Ale mimo to znaleźć siły by się podnieść.
Krok po kroku.
Dzień po dniu.
Bez oczekiwania podziękowania.
Bez potrzeby bycia uznanym.
Bez czekania na wdzięczność.
Po prostu dlatego, że jesteś przyjacielem.
Czasem myślę, czy ludzie wiedzą jaką mają moc.
Jak jedno małe słowo, może uratować czyjś dzień.
Jak jedna rozmowa, może rozpalić nadzieję.
Jak czyjaś obecność, może złapać człowieka wpadającego w ramiona samotności.
Ty też miałeś tę moc.
Użyłeś jej być może nieświadomie.
Nigdy nie chciałeś być bohaterem ale nim zostałeś.
Nie dlatego, że pokonałeś ogromnego smoka.
Nie dlatego, że pokonałeś tysiąc rycerzy.
Ale dlatego, że byłeś, gdy reszta wolała odejść.
Dlatego, że nadal słuchałeś, gdy reszta wolała udawać głuchych.
Dlatego, że wierzyłeś, gdy ja sama już nie umiałam.
Jeżeli dzisiaj mogę mówić, że jest spokojniej, to tylko dzięki Tobie.
Dzięki Tobie szukam radości w najmniejszych rzeczach.
Dzięki Tobie nadal próbuje marzyć i iść naprzód.
Bo uratowałeś co dużo więcej niż jeden dzień,
Więcej niż jeden moment,
Więcej niż jeden uśmiech.
Ocaliłeś część mnie, która prawie umarła.
Odnalazłeś człowieka, którego nie widziałam.
Więc dzisiaj chce Ci podziękować.
Za wspólne rozmowy.
Za każde słuchanie mojego milczenia.
Za bycie cierpliwym, gdy było ciężko.
Za bycie promienień nadziei, który rozpaliłeś w moim sercu.
Za to po prostu, że byłeś.
I że nadal jesteś.
Bo czasami ludzie pojawiają się, jak przelotne gwiazdy.
Tylko na chwile.
Są tacy, co zostawiają po sobie tylko wspomnienia.
I są tacy, jak Ty.
Którzy stają się nieodłączną częścią czyjegoś świata.
Czyjąś siłą.
Czyjąś nadzieją.
Częścią czyjeś historii.
I gdy kiedyś spojrzę na swoją drogę, którą przeszłam.
To wśród wszystkich zakrętów, błędów, upadków
Zobaczę również Ciebie stojącego obok.
Z dłonią wyciągniętą w moim kierunku.
Z dobrym słowem, dodającym otuchy.
Z wiarą, której mi brakowało.
I wtedy też pomyślę, że w tym wszystkim spotkało mnie największe szczęście,
Jakie człowiek może sobie wyobrazić.
Bo odnalazłam przyjaciela, który stał się dla mnie światłem,
Gdy cały świat był pogrążony w ciemności.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz