Kochany Przyjacielu!
Już od dawna próbuje znaleźć odpowiednie słowa, które wystarczyłyby do opisania, ile dla mnie w życiu znaczysz. Lecz za każdym razem dochodzę do tego samego wniosku- nie istnieją na świecie takie słowa. Bo jak i czym można opisać wdzięczność wobec człowieka, który przywrócił kogoś do życia?
Był dla mnie długi czas, gdy już nie widziałam dla siebie żadnej przyszłości. Dni szybko mijały jeden za drugim, a ja codziennie coraz bardziej gubiłam się we własnych myślach. Czułam się strasznie zmęczona, samotna i wręcz byłam przekonana, że nic już się w moim życiu nie zmieni. Nosiłam na barkach ciężar, którego nie potrafiłam pokazać nikomu innemu. Uśmiechałam się ciągle, zwłaszcza wtedy, gdy ten uśmiech był pożądany. Mówiłam, że wszystko jest u mnie w porządku, gdy wcale tak nie było. W środku po prostu powoli gasłam. Z dnia na dzień coraz mocniej.
A wtedy pojawiłeś się Ty. I byłeś jedną z niewielu osób, które widziały, że coś jest nie tak.
I nie wiem czy kiedykolwiek znajdę sposób by naprawdę ci pokazać, jak wiele dla mnie zrobiłeś. Być może dla Ciebie to nie było coś wielkiego, zwykłe rozmowy. Zwykłe wiadomości. Zwykłe pytania o samopoczucie. Ale dla mnie to nie było coś zwykłego.
To było dla mnie, jak koło ratunkowe, gdy człowiek tonie.
Były chwile, gdy czułam, że już nie mam na nic siły. Ale Ty dawałeś mi wtedy powód, by wytrwać jeszcze jeden dzień. Gdy nie widziałam już żadnego światła w ciemnym tunelu, Ty przekonywałeś mnie, że ono nadal jest, mimo że chwilowo go nie widać. Kiedy ja przestawałam całkowicie wierzyć w siebie, Ty dawałeś radę wierzyć za nas oboje.
Nie było, jak w filmie. Nie uratowałeś mnie jednym, większym gestem. Nie było tej magicznej chwili, która nagle wszystko zmieniła. Po prostu codziennie ratowałeś mnie małymi rzeczami, być może takimi, których już nie pamiętasz. Ratowałeś mnie słowami, które wypowiedziałeś w odpowiednim momencie. Ratowałeś mnie obecnością, bo bardzo często to jej właśnie potrzebowałam najbardziej. Dałeś mi nadzieję tym, że nie odwróciłeś się ode mnie, gdy kontrolę przejęła najgorsza wersja mnie samej.
Były momenty, gdy nie chciało mi się już żyć.
I nie chcę, żebyś był z tego powodu smutny. Wiedz, że dużo ode mnie wymaga, być w tej kwestii szczerą. Ale naprawdę były chwile, gdy nie widziałam dla siebie miejsca na tym świecie. Były momenty, gdy chciałam się już całkiem poddać. Chwile, gdy sądziłam, że wszystkim będzie łatwiej beze mnie.
Ale Ty wtedy byłeś.
Przez wiadomość. Przez rozmowę. Przez swoją obecność.
I pewnie wtedy nie zdawałeś sobie sprawy, że często właśnie te chwile, pozwalały mi odłożyć najgorsze myśli na bok. Dzięki Tobie miałam siłę przeżyć dni, w których sama nie byłam pewna czy dam radę.
Dlatego chcę żebyś wiedział coś bardzo ważnego. Żebyś zawsze miał świadomość, że uratowałeś mi życie.
Nie mówię tego, jako metaforę. Nie mówię tego dla wielkiego ,,wow". Nie mówię tego by brzmiało, jak scena z tureckiego serialu. Mówię to, bo to jest prawda.
Może nigdy nie będę w stanie dokładnie opisać i pokazać, jak wielkie znaczenie miała dla mnie twoja obecność. Może nigdy nie będę w stanie znaleźć słów, które w całości oddadzą to, co dokładnie czuję. Ale chcę żebyś wiedział, że część mojego życia i serca, istnieje dzisiaj dzięki Tobie.
Dałeś mi największą nadzieję, gdy ja nie umiałam znaleźć tej najmniejszej.
Pomagałeś mi zrozumieć, że przyszłość może wyglądać inaczej niż moje lęki.
Pokazałeś mi, że ludzie potrafią zostać przy nas bo sami tego chcą, a nie dlatego że muszą.
I za to będę wdzięczna Ci do końca swojego życia. Do mojego ostatniego oddechu.
Nie wiem nadal, co przyniesie mi przyszłość. Pewne jest tylko jedno. Niezależnie od tego, gdzie zaprowadzi mnie dalej życie, zawsze będziesz jedną z najważniejszych osób, jakie mogłam mieć w swoim życiu.
I za to Ci dziękuje.
Za każdą rozmowę. Za bycie cierpliwy. Za danie mi dobrego słowa. Za każdą iskierkę, którą na nowo rozpalałeś we mnie nadzieję.
Dziękuje, że byłeś po prostu obok. I za to, że ocaliłeś moje życie.
Twoja przyjaciółka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz