Szłam wolnym krokiem po krawędzi szyn.
Panował ciemny wieczór, przepełniony zapachem deszczu, który niedawno padał, mocząc cały krajobraz.
W słuchawkach leciała jedna z wielu smutnych piosenek, kojarzących się z moim życiem.
Wokoło słychać było jedynie warkot samochodów jadących po ulicy.
Nikogo ani niczego tu nie było.
Stanęłam na środku torów, podnosząc głowę w górę.
Na niebie zaczęły pojawiać się pierwsze gwiazdy.
Przez moją twarz przeleciał zimny, ale przyjemny wiatr.
Lubiłam chodzić w odosobnione miejsca, bo spokojnie mogłam pomyśleć nad swoim życiem.
Mogłam podjąć decyzje, które gniotły moje serce.
Często wymykałam się z domu i szłam po prostu do lasu.
Nikt i tak nie zwracał uwagi, czy jestem w swoim pokoju.
Usłyszałam trąbienie pociągu, które odbiło się echem od wszystkich drzew.
Wiedziałam, że pędząca maszyna lada moment pojawi się na zakręcie.
Nie śpieszyło mi się, żeby zejść...
Zastanawiałam się czy nie lepiej położyć się na torach i w końcu o wszystkim zapomnieć.
Nie byłoby bólu, cierpienia i smutku.
Wreszcie od wszystkiego bym odpoczęła.
Na zakręcie pojawiły się smugi świateł.
Wzięłam głęboki oddech, przeszłam kilka kroków i zamknęłam oczy.
Po chwili poczułam ogromny powiew wiatru a w uszach rozchodził się dźwięk kół jadących po szynach.
Minęło kilka sekund i wszystko ucichło.
W oddali mogłam dostrzec wagon maszyny, która powoli znikała w ciemności.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz