Miłość przyszła do mnie cicho,
Jak lekki deszcz o poranku.
Nie pytała mnie czy może wejść.
Usiadła obok mnie, przemoczona marzeniami.
Twój cudowny głos miała.
Patrzyłam na Ciebie,
Jak ktoś patrzący na światło w obcym domu.
Z zachwytem.
Z troską.
Z poczucie, że nigdy nie będziesz mój.
Nosiłam ciągle Twoje imię w sercu,
Jak list, którego wysłać nie mogłam.
Każde nasze spotkanie było, jak nadzieja.
Każde pożegnanie było, jak żałoba.
A Ty?
Byłeś tak blisko, że mogłam poczuć Ciepło Twych dłoni.
Lecz jednocześnie tak daleko, jak ląd na środku oceanu.
Wiesz co najgorsze jest w nieszczęśliwej miłości?
Nie to, że boli, jak nóż wbijany w serce.
Lecz to, że mimo bólu,
To do Ciebie wciąż idzie moje serce.
I tylko gwiazdy w noc najczarniejszą,
Zrozumieć potrafią,
Jak człowiek może czuć ogromną stratę kogoś,
Kto nigdy do niego nie należał.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz