Mamy ten sam kod, którym otwieramy wspólne wspomnienia,
Te same żarty, co dzisiaj już nie śmieszą.
Patrzę na Ciebie, lecz nie widzę w Tobie nic.
Nie widzę tej samej twarzy, co wcześniej.
Szliśmy przez życie z jedną latarką,
Dzieląc wszystko na pół.
Lęki, zachwyty- nie było to ważne,
Czułam, że w Tobie spokojny mam dom.
Dziś nasze drogi nagle się rozchodzą,
Prowadzą w zupełnie inne miejsca.
W oddali nasze martwe marzenia i plany.
One tak długo nam sens nadawały.
A teraz?
Leżą niczym potłuczone szkło.
Między nami dystans.
Nie ma rozmów, nie ma śmiechu.
Jest głucha cisza.
Bez winy.
Bez wybuchu.
Jest tylko narastająca ciągle cisza.
Codziennie coraz bardziej znikasz z moich oczu.
Codziennie coraz mocniej odchodzisz z mojego serca.
I chodź to boli, jak sto noży wbitych w serce,
To liczę na to, że teraz czujesz szczęście.
Mam pustą przestrzeń,
Tam gdzie wcześniej było twoje ramię.
Pora wziąć duży oddech,
Schować do kieszeni naszą wspólną mapę.
Pora pójść dalej...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz