Siedzę na krawędzi wieżowca, patrząc w dół.
Setki ludzi, którzy wyglądają jak małe mrówki.
Krzyk, hałas i tłok.
Słońce powoli chowa się za pobliskie drzewa, rzucając ostatnie uśmiechy w moją stronę.
Zamykam oczy i próbuje wyciszyć się do takiego stopnia, żeby usłyszeć bicie swojego serca.
Właśnie...
Ono nadal bije swoim nierównym rytmem.
Tak jakby tańczyło do jakiejś piosenki.
Mój oddech spowalnia, a płuca spokojnie cieszą się tlenem,
Mam teraz w swoich rękach całe życie.
Jest ono takie kruche.
Wydaje się być różą, która powoli gubi swoje piękne płatki aby zapaść w wieczny sen.
Otwieram oczy, wracając do wszystkiego, co mnie otacza.
Przed oczami przebiega mi całe życie.
Moje pierwsze kroki, pierwsze słowo.
Dzień w przedszkolu, moi rówieśnicy, urodziny.
Ale również odrzucenie, wytykanie palcami.
Pierwsze rany na ciele i nieudane próby samobójcze.
To wszystko zagnieździło się w moim sercu, jak chwast, którego nie można wyrwać.
Wstaje z zimnego betonu i ponownie staję, aby móc widzieć wszystko, co jest w dole.
Każdy jest zabiegany i zajęty swoimi sprawami.
Wystarczy jeden malutki krok i wszystko się skończy.
Ale czy naprawdę warto?
Przecież to byłaby tylko satysfakcja dla moich wrogów, że w końcu się poddałam.
Warto to wszystko skończyć?
Podobno życie daje na barki tyle, ile człowiek jest w stanie unieść.
Ono pokazuje, jakim jest się silnym i twardym.
Wszystkie przeszkody są po to, żeby nauczyć się je przechodzić z podniesioną głową.
W życiu nie ważne ile razy będziesz na glebie.
Ważne jest ile razy dasz radę się podnieść.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz