24 maja 2026

Artystyczne przemyślenia

 Siedzę na krawędzi wieżowca, patrząc w dół. 

Setki ludzi, którzy wyglądają jak małe mrówki. 

Krzyk, hałas i tłok. 

Słońce powoli chowa się za pobliskie drzewa, rzucając ostatnie uśmiechy w moją stronę. 

Zamykam oczy i próbuje wyciszyć się do takiego stopnia, żeby usłyszeć bicie swojego serca. 

Właśnie...

Ono nadal bije swoim nierównym rytmem.

Tak jakby tańczyło do jakiejś piosenki. 

Mój oddech spowalnia, a płuca spokojnie cieszą się tlenem, 

Mam teraz w swoich rękach całe życie. 

Jest ono takie kruche. 

Wydaje się być różą, która powoli gubi swoje piękne płatki aby zapaść w wieczny sen. 


Otwieram oczy, wracając do wszystkiego, co mnie otacza.

Przed oczami przebiega mi całe życie. 

Moje pierwsze kroki, pierwsze słowo.

Dzień w przedszkolu, moi rówieśnicy, urodziny.

Ale również odrzucenie, wytykanie palcami. 

Pierwsze rany na ciele i nieudane próby samobójcze.

To wszystko zagnieździło się w moim sercu, jak chwast, którego nie można wyrwać. 


Wstaje z zimnego betonu i ponownie staję, aby móc widzieć wszystko, co jest w dole. 

Każdy jest zabiegany i zajęty swoimi sprawami. 

Wystarczy jeden malutki krok i wszystko się skończy. 

Ale czy naprawdę warto?

Przecież to byłaby tylko satysfakcja dla moich wrogów, że w końcu się poddałam. 

Warto to wszystko skończyć? 

Podobno życie daje na barki tyle, ile człowiek jest w stanie unieść. 

Ono pokazuje, jakim jest się silnym i twardym. 

Wszystkie przeszkody są po to, żeby nauczyć się je przechodzić z podniesioną głową. 

W życiu nie ważne ile razy będziesz na glebie. 

Ważne jest ile razy dasz radę się podnieść.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz